sobota, 8 lutego 2014

Rozdział IX

- A więc moi drodzy ! Oto oficjalnie przedstawiam wam moją nową dziewczynę. Ma na imię Alex. Wie o wszystkim czym się zajmujemy. Bardzo ją kocham. Jak wiecie, nasze życie jest bardzo często narażane. Dlatego chciałbym, abyście chronili waszą nową szefową, z najwyższym zaangażowaniem ! Tego od was oczekuję !  - powiedział w kierunku swojego gangu.


- Po co mamy narażać życie na takie coś?! - krzyknął Christopher.

- Zamknij się wreszcie ! - krzyknął Jem.


- Ooo, jeżeli cukiereczek ma być bezpieczny to ja proponuję żeby nauczyć ją samoobrony. Tak dla bezpieczeństwa. - powiedział ze słodką miną brunet.

- Dobry pomysł Jacke. A więc, kto jest chętny, aby szkolić moją ukochaną ? - spytał lider.

-  Ja, ja, ja chcę ! - krzyczał skacząc z ręką uniesioną w górze Jacke. - To był mój pomysł Jem, więc ja chcę  ją szkolić. Proszę, szefie ? - spojrzał na Jem'a maślanymi oczami.


- No dobrze, już dobrze. - uśmiechnął się jednocześnie przeczesując palcami swoje blond włosy. - Alex? 


- Tak ? - odezwałam się,  myśląc o niebieskich migdałach.

- Jutro o 7:00 rozpoczynasz ćwiczenia. - powiedział stanowczym tonem.


- Co? Jutro? Ale jutro przecież muszę być u ciebie w biurze. - przecież tak sobie nie rzucę pracy !


- Beautiful, to polecenie służbowe i masz je wykonać.


- Jeżeli tak, to zjawie się na nich. Tylko gdzie?


- Tu gdzie jesteśmy. Mamy tu specjalne sale do ćwiczeń. Jacke będzie tu na ciebie czekał.

- Ok. 

- Kiedy nauczysz się już podstaw, będziesz miała lekcje ze mną. Jutro oficjalnie wstąpisz do naszego gangu i dostaniesz ksywkę. A teraz odwiozę cię do domu. Gdzie mieszkasz? 

- Na Oxfordzie. 

Jak zwykle odwiózł mnie, aż pod drzwi mojego domu. Kiedy miałam zamiar wysiąść, zauważyłam jak niania przypatruje nam się zza firanek. Odwróciłam się w stronę Jem'a.

- No to cześ....mhmm - zamknął moje usta krótkim, delikatnym pocałunkiem. 

- Cześć piękna. Do jutra. - powiedział z zaborczym uśmieszkiem na twarzy.

Kiedy doszłam do drzwi, odwróciłam się jeszcze raz patrząc w kierunku auta. Jem czekał na to, aż bezpiecznie wejdę do domu. Uśmiechnęłam się i pomachałam wesoło. Bez wahania wbiegłam za próg drzwi. Zamykając je za sobą. Nagle poczułam jak uginają się pode mną nogi. Były jak z waty. Twarz zrobiła mi się jaskrawo czerwona. Osunęłam się po drzwiach na podłogę. Przez chwilę siedziałam zakrywając twarz rękoma. Wtem wparowała niania z miną pełną ciekawości jak i zadowolenia.


- O Jezu Chryste !  Nic ci nie jest kochanie ?! Jaki przystojny ten twój chłopak! Bo to twój chłopak jak mnie mam. Och, gdyby tylko tacy uroczy chłopcy byli w moich czasach... - nagle wpadła w ten swój świat "kiedy byłam piękna i młoda". 

- Tak, to mój chłopak. Wszystko ze mną dobrze. Muszę tylko lekko ochłonąć. - powiedziałam czując jak powracam do normalności.

- A no tak. Ściągnij kurtkę i buty. Tam masz już przyszykowane kapcie. Zamierzam upiec czekoladowe ciasteczka. Pomożesz mi ? Przy okazji poopowiadasz mi trochę o tym przeuroczym dżentelmenie ! - widać było jak ją ciekawość zżera.

- Dobrze. Fajnie czasem tak razem popiec. Od razu przypominają mi się stare czasy, kiedy to byłam mała. - uśmiechnęłam się.

Przez następne 3 godziny piekłam i rozmawiałam z Merry, nie wtajemniczając ją w szczegóły. Kiedy to już poczułam jak zmęczenie bierze nade mną przewagę, stwierdziłam, że idę do swojego pokoju. Spojrzałam na zegarek. Była 1:23 w nocy ! Poszłam szybko pod prysznic wiedząc, że w wannie bym usnęła natychmiastowo. Po umyciu zębów i wyszczotkowaniu włosów poszłam po tomik poezji. Zazwyczaj leżała sobie ona na półce i pokrywała się kurzem, ale po dzisiejszych wydarzeniach nabrałam chęć do poczytania czegoś o miłości. Usiadłam przy oknie i zaczęłam czytać. Z każdą chwilą moje powieki stawały się coraz to cięższe. Nawet nie zauważyłam kiedy to zasnęłam...

Miałam naprawdę przedziwny sen. Biegłam przez ulice Londynu na złamanie karku. Czułam, że ktoś mnie goni. W ręce trzymałam czarny pistolet, lecz bałam się go użyć. Wiedziałam, że jeśli się odwrócę ten ktoś może mnie złapać i porwać, a może i nawet zabić ! Krzyczałam, wołałam pomocy. Ludzie nie zwracali na mnie uwagi. Niektórzy nawet patrzeli na mnie z obrzydzeniem i pogardą. Biegłam dalej, nie zatrzymując się. Wbiegłam w jakąś uliczkę. Okazała się ślepa. Nie było z niej wyjścia. Dobiegłam do murku, wysokiego może na jakieś 3 metry. Wiedziałam. Przestępca zdążył już mnie dogonić. Odwróciłam się, zaczęłam jeszcze głośniej krzyczeć i nagle...


- Alex ! Spokojnie to tylko sen. Jestem tu przy tobie. Nic ci nie będzie. Ciiii... 


To była Merry, która przybiegła mi z pomocą. Pewnie krzyczałam co musiało ją obudzić.  Była 3 w nocy. Płakałam. Mój płacz zaczął powoli przeradzać się w szloch. Serce biło m i jak oszalałe. Snem to ja się raczej nie nacieszyłam. 


- Połóż się dziecinko. Za chwilkę przyniosę ci ciepłego mleka. Po tym będziesz miała same miłe sny. - powiedziała zatroskana niania i poszła nalać mi mleka do szklanki. Kiedy wróciłam poczułam wielką ulgę. Przytuliłam się do niej i w mig zasnęłam. Tym razem śniło mi się, że leżałam na łące pełnej kwiatów, a obok mnie był Jem. Tak to na pewno będzie wspaniały sen...


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Przepraszamy, że wczoraj nie dodałyśmy posta (-_-). Jakoś tak zabrakło nam weny twórczej XD. Ale dzisiaj powróciła jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki - a przynajmniej do mnie (Caroline) , bo z Melą to różnie bywa.... hahaha 

Nom, a więc Nasi Drodzy Czytelnicy ! Życzymy wam wytrwałości w czytaniu naszego opowiadania i cierpliwości do nas. Ciał :*

środa, 5 lutego 2014

Rozdział VIII

- Ja.... - zamurowało mnie. Miałam mętlik w głowie - Ja nie wiem co mam odpowiedzieć.

- Dla mnie wystarczy tylko jedno twoje zdanie : "Ja ciebie też kocham ". - podniósł wzrok na mnie. 

- Ech... To trudne ....Nie wiem co o tym myśleć. Ponieważ byłam pewna, że nic do mnie nie czujesz. - powiedziałam powoli ściszając głos.

- Rozumiem. - odpowiedział z westchnieniem. - Och, to takie skomplikowane. Jeszcze nic takiego nie czułem w stosunku do drugiej osoby.

-  No bo wiesz ....... też się w tobie zakochałam. Po prostu nie wiem jak mam to opisać... - uśmiechnęłam się znacząco. 

- Od kiedy ? - spytał zdziwiony.

- Od czasu tej imprezy u Jacksona. Na początku trochę mnie przerażałeś, nie mogłam zrozumieć twoich intencji do mnie, lecz kiedy poprosiłeś mnie do tańca, poczułam się zadziwiająco wyjątkowo.- powiedziałam na jednym tchu to co mi leżało na duszy.

- Naprawdę ? Nie mogę uwierzyć w własne szczęście, beautiful. Ale jestem szczęśliwy ! Teraz już jestem pewny, że mogę mówić ci wszystko. - po powiedzeniu tego nagle wziął mnie na ręce i zaczął obracać wokół swojej osi. 

- Aaaaaa.... Co ty robisz, za chwilę się wywrócimy! - wrzasnęłam z zachwytu. 

- Już, już. A teraz zgodnie z planem, idziemy na spotkanie z moimi przyjaciółmi kochana. - powiedział odstawiając mnie na pewny grunt pod nogami. 


Po naszej rozmowie, czułam się lekko zakłopotana moimi słowami. Jak zwykle Jem szarmancko otworzył mi drzwi do swojego Jeep'a . Po przejechaniu drogi, ciągle miałam w myślach kłębiące się pytania takie jak: "Czy jego przyjaciele będą mili? ", " Zaakceptują mnie czy nie? " lub "Czy wśród nich będzie jakaś dziewczyna oprócz mnie? ". Pytania te nie dawały mi spokoju. 
Dojechaliśmy na miejsce. Ku mojemu zdziwieniu, przywitało nas tylko 7 osób. 

- Dzień dobry szefie! - powitali Jem'a zgodnym chórem.


- Cześć Jem - odezwała się dwójka, tych stojących z przodu.

- O siema!.  Dzień dobry przyjaciele! - odezwał się w kierunku pozostałej piątki.

- To  są Jake i Christopher. Moi najlepsi przyjaciele. Są dla mnie jak bracia. - powiedział  Jem do mnie.

- O witaj cukiereczku ! - powiedział drobniejszy z postury, chłopak o zielonych oczach.

- Kogo znów ze sobą przyprowadziłeś J. ? - powiedział z pogardą drugi, bardziej umięśniony.

- Nie "kogo", tylko Alex. Moją ukochaną. - uśmiechnął się z wyrazem dumy na twarzy.

- Taaa... Pewnie znów "twoją ukochaną", na tym razem niech zgadnę ......hmmmm ..... 
20 minut ?! - krzyknął prosto w twarz Jem'owi wyższy chłopak, prawdopodobnie Christopher. 

- Że co ?! Tym razem jest inaczej. Alex różni się od innych. A po drugie przestań w tej chwili! 

- Pff, bo co mi zrobisz? Obrazisz się na mnie ? - powiedział z ironią chłopak.

- To jest rozkaz od twojego lidera! - krzyknął po raz kolejny Jem.

- Niech ci będzie. Ale żeby nie było znowu " A nie mówi..... - nagle przerwał mu Jacke.

- Ojj, jakaś ty przesłodka ! Jak długo się znacie? Jak przekonałaś do siebie tego gbura ? Czy my się przypadkiem nie znamy ? - zaczął zasypywać mnie lawiną pytań figlarny chłopak.

- To nie zależało ode mnie. Tak jakoś się stało, niedawno. Też mi się zdaje, że już się kiedyś spotkaliśmy. - powiedziałam, powoli przypatrując się reakcji mojego ukochanego, która nie wróżyła nic dobrego.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

I oto nasz kolejny post do " Gangsterskiej miłości". Jak Wam się podoba ? Jak myślicie jak potoczy dalej się historia? 


Pozdrowienia od Caroline i ciągle myślącej o niebieskich migdałach Meli. Ciał :* 


 

poniedziałek, 3 lutego 2014

UWAGA

Zapraszamy serdecznie na naszego drugiego bloga. Wszystkiego dowiecie się po tym adresem : http://szybkajazdamc.blogspot.com/. Nowy post pojawi się w środę.

                                                                                                    Mela i Caroline :)

piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział VII

Rano wstałam i spojrzałam na zegarek. Zauwarzyłam, że zaspałam. Zdarzyło mi się to kolejny raz z rzędu. Szybko ubrałam się w przygotowane wczoraj ubrania i uczesałam się w kłosa.



Miałam dzisiaj na sobie swój ulubiony sweterek w paski, który dostałam od przyjaciółki z Tokio, która miała niebawem mnie odwiedzić. Zeszłam na dół i natychmiast wybiegłam do szkoły. Zdążyłam na drugą lekcję.

Lekcje mineły szybko, zdziwiło mnie jednak, że dzisiaj znowu nie widziałam plastików. Po powrocie do domu szybko się przebrałam w czarną sukienkę i poszłam do garażu.



Cieszyłam się, że jednak skusiłam się na stołówkowe jedzenie, bo teraz napewno niezdążyłam nic zjeść. Wsiadłam do samochodu i pojechałam prosto do biura. Gdy weszłam do biurowca, wszyscy się na mnie dziwnie patrzeli. Na pewno to przez to, że Jem traktuje mnie lepiej niż innych. Skierowałam się od razu do biura szefa. Zapukałam i weszłam. Jem jak zwykle siedział przy biurku i się uśmiechał.

- Witaj słoneczko, mówiłem, że ty nie musisz pukać. Masz czuć się jak u siebie.

- Cześć, dobrze będę pamiętła. Czym mam się dzisiaj zająć?

- Tak jak wczoraj mówiłem, idziemy na spotkanie. Nie jest to spotkanie służbowe. Spotkamy się z mojmi przyjaciółmi. Wyglądasz dzisiaj pięknie. - skomentował mój dzisiejsz strój.

- Dziękuję. Mam się przygotować jakoś do tego spotkania.

- Nie, to spotkanie nie jest związane z pracą. Mam pytanie, mogę Ci zaufać i wyjawić mój sekret? - zdziwiłam się, nie wiedziałam czego mam się spodziewać.

- Myślę, że możesz, jestem godną zaufania osobą.

- Nie jestem tym kim myślisz.

- .....

- To biuro to tylko moja przykrywka przed prawdziwym powołaniem. 

- To kim ty jesteś?? - spytałam nieśmiało.

- Jestem liderem gangu. - gdy to usłyszałam nie mogłam w to uwierzyć. Człowiek, któremu ufam jest gangsterem. - Przepraszam kochanie, że Ci prędzej nie powiedziałem, ale musiałem Ci naprawdę zaufać. Czy mój sekret jest u Ciebie bezpieczny?

- Zaskoczyłeś mnie, ale nikomu nic nie powiem. - powiedziałam cicho. Zaczęłam się go bać, nie wiedziałam do czego jest zdolny.

- Mała, niebój się mnie. Nie mógłbym Ci nic zrobić. Jesteś dla mnie zbyt ważna.

- A ci przyjaciele, z którymi mamy się dziś spotkać są z tobą w gangu?

- Tak, ale nie musisz się ich bać są nie groźni. Wszyscy działają na moje zlecenie. Powiedz, że się mnie nie boisz, proszę.

- Nie boję się, ale nie wiem co mam o ty myśleć. Dlaczego właśnie mi o tym powiedziałeś, czemu mnie wybrałeś na pomoc w firmie.

- Bo wiem, że jesteś wyjątkowa i zdolna. Mogę zostawić firmę i spokojnie zająć się gangiem, a wiem, że jak tu jesteś to wszystko będzie dobrze.

- Dziękuję, że zaufałeś mi, choć prawie w ogóle mnie nie znałeś. 

- Chciałbym przy okazji powiedzieć ci, że..... Kocham cię! Zakochałem się w  tobie od tej imprezy u  Jacksona, kiedy to  zobaczyłem cię zabłąkaną wśród tych idiotów, niczym owieczka wśród stada baranów. Przez to ufam tobie bez umiaru! Nie mogłem tego dłużej ukrywać. Chciałbym abyś zaakceptowała moje uczucia do ciebie i je odzwzajemniła.

- Ja...

____________________________c.d.n._____________________________________________________

I jak wam się podoba nowy rozdział?
Jak myślicie co odpowie Alex?

Następny rozdział pojawi się jakoś w tygodniu. Mamy aktualnie ferie i zamierzamy wykorzystać je na dopracowanie bloga. 


                                                                                               Pozdrowienia Mela i Caroline :)

niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdział VI

Przez te 30 minut uzgodniliśmy, co będziemy robić przez cały następny tydzień. Powiedział mi m.in to, iż jutro mam przyjść ubrana w małą czarną, bo będziemy mieli bardzo ważne spotkanie ( poza granicami korporacji ). Nim się spostrzegłam, nadszedł czas spotkania z przedsiębiorcami z Japonii. Okazało się, że jednym z siedzących tam dyrektorów był ojciec mojej przyjaciółki Naomi.
Na początku chyba mnie nie poznał, lecz po chwili zorientował się że to ja.

- Ohayo Alex. - uśmiechnął się z zmarszczkami w kącikach oczu.

- Ohayo Ojou-san. - odpowiedziałam zadowolona z spotkania z starym znajomym. - Co tam słychać u  Naomi i pana żony ?

- A wszystko dobrze. Naomi aktualnie studiuje anglistykę. Ma zamiar wyjechać i w następnym miesiącu odwiedzić cię.

- Tak ? Naprawdę ?! Nie mogę się doczekać, aż ....

- Ekhem, przepraszam, że przerywam ale czy możemy już dojść do części z naszymi interesami - wtrącił mi się w słowo Jem.

- Ależ oczywiście.

- Dziękuję, więc jaką nam Pan oferuje wstępną cenę ?

- Czy możemy porozmawiać w cztery oczy ? - zapytał ojciec mojej przyjaciółki.

- Myślę, że niema takiej potrzeby wśród nas są same zaufane osoby.

Jem zaczął negocjacje z tymi ludźmi. Uważam, że poszło nam dobrze. Chłopak był wyraźnie zadowolony. Po konferencji podszedł do mnie ojciec Naomi i poprosił o krótkie spotkanie. Szef zgodził się, żebym wyszła na pół godziny. Po wyjściu z budynku, udaliśmy się do pobliskiej kawiarni. Zamówiłam duże latte i kawałek sernika, natomiast mój towarzysz tylko czarną kawę. Nagle zaczął mówić:

- Co tak właściwie robisz w tej firmie? Pracujesz tam? - spytał.

- Od niedawna zaczęłam tam pracować, jestem asystentką. A czemu pytasz? - zapytałam spokojnym głosem.

- A twoi rodzice wiedzą o tym? - zapytał ignorując moje wcześniejsze pytanie.

- Jeszcze nie, po co chcesz to wszystko wiedzieć? - zaczęłam się wściekać, czułam się jak na przesłuchaniu.

- Myślę, że nie będą zadowoleni jak się o tym dowiedzą. Powinnaś jak najszybciej rzucić tą pracę i trzymać się od niego z daleka.

- Ja dobrze wiem co jest dla mnie dobre i na pewno nie jest to rzucenie pracy.

- Ten człowiek nie jest dobry, on nie mówi Ci wszystkiego o sobie. - powiedział już łagodniejszym tonem.

- A dlaczego, miałby mówić mi o sobie, skoro jest moim szefem. - zaciekawiło mnie dlaczego tak uważa.

- Znam go już od dawna, robimy razem interesy od dwóch lat i jeszcze nigdy, nikomu nie pozwolił wejść do gabinetu, podczas naszej rozmowy. Musicie znać się od dawna. - zdziwiłam się, że byłam pierwszą osobą, którą zabrał na spotkanie.

- Nie znamy się długo, ale wiem, że mogę mu zaufać. - odpowiedziałam pewna siebie .

- Twój ojciec to mój najlepszy  przyjaciel, wiem o waszych złych relacjach, ale muszę mu o tym powiedzieć. Przykro mi.

- Proszę niemów mu tego. Wiesz do czego jest on zdolny. W każdej chwili może mnie przenieść do szkoły prawniczej z internatem lub zamknąć na klucz w domu.

- Masz tydzień, żeby mu powiedzieć albo rzucić pracę. Inaczej ja to zrobię, a na pewno tego nie chcesz.

- Nie zrobi mi pan tego.  A po drugie co Panu ta moja decyzja szkodzi ? Poza tym podszkolę się trochę w prowadzeniu interesów. Więc proszę mu tego nie mówić.

- No dobrze. Ale robię to ze względu na to, że jesteś najlepszą przyjaciółką mojej córki. Tylko pamiętaj, że w następnym miesiącu kiedy Naomi przyjedzie do ciebie masz się z nim nie zadawać i nawet nie chodzić do pracy.

- Zgadzam się na to, a teraz przepraszam, ale muszę już iść.

- Mam nadzieję, że zmądrzejesz i odejdziesz z tej pracy. Do zobaczenia Alex. Sayonara.

- Sayonara Ojou-san.

Po wyczerpującej rozmowie wróciłam do biura, gdzie nikogo już nie było. Spojrzałam na zegarek i dopiero zauważyłam, że byłam spóźniona o pół godziny. Na czerwonej kanapie siedział tylko Jem. Z daleka można było zauważyć, że jest zamyślony. Podeszłam do niego i powiedziałam:

- Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale rozmowa się przeciągnęła. 

-Nic się niestało. Znam tego człowieka i zapewne mówił Ci coś złego o mnie. - zauważyłam zmartwienie na jego twarzy, był to niecodzienny widok. Wyglądało to tak, jakby martwił się co o nim pomyślę. 

- Tak mówił, ale możesz być spokojny, ja mu nie wierzę.

- Cieszę się bardzo, że zaczynasz mi ufać, a teraz choć odwiozę Cię do domu. - powiedział uśmiechnięty.

Odwzajemnimłam uśmech i razem wyszliśmy z budynku. Po zamknięciu drzwi, poszliśmy na parking, gdzie stał jego czarny, terenowy samochód. 



Jem jest prawdziwym dżentelmenem, gdy podeszliśmy do samochodu otworzył mi drzwi i pomógł wsiąść. Kiedy mnie zapytał podałam mu bez wachania adres i odjechaliśmy z piskiem opon. W czasie drogi nie rozmawialiśmy ze sobą. Dopiero pod domem odezwałam się pierwsza:

- Dziękuję za podwózkę. 

- Nie ma sprawy, zamierzam odwozić Cię  do domu częściej, bo wtedy jestem pewny, że jesteś bezpieczna. - zdziwiłam się, że chce, abym była bezpieczna.

- Nie musisz się o mnie martwić. O której mam jutro przyjść? - spytałam.

- Nie muszę, ale chcę. A jutro przyjdź, tak jak dzisiaj. Do jutra śliczna.

- Do jutra.

Po wyjściu z samochodu, szybko pobiegłam do domu. Dom był pusty. Zdziwiło mnie, że niema Merry, ale może gdzieś wyszła, albo jest u siebie. Weszłam do kuchni i zobaczyłam przyszykowane tosty. Obok leżała karteczka na której pisało, że Merry jest u swojej przyjaciółki. Szybko zjadłam kolację i poszłam na górę, kierując się od razu do łazienki. Po wzięciu szybkiego prysznica, udałam się do mojego pokoju. Sprawdziłam twitter'a i zaraz po tym poszłam spać.Ten dzień był naprawdę wyczerpujący.

 ___________________________________________________________________________________

Cześć. Chcemy podziękować wam za czytanie naszego opowiadania, ale bardzo prosimy o komentarze.
                                                                                                                        Mela i Caroline

sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział V

Rano wstałam z bólem pleców, który był spowodowany leżącą na mnie Vicy. Położyłam ją delikatnie na poduszce i poszłam szykować się do łazienki. Po wyjściu wybrałam strój na dziś.


Po ubraniu się, obudziłam Vicy, która nie wiedziała gdzie się znajduje. Gdy moja przyjaciółka się ubrała zeszłyśmy na dół na śniadanie. W kuchni jak zwykle była Merry. Zrobiła nam pyszne omlety, które szybko zniknęły z talerza. Przy śniadaniu Vicy oznajmiła mi, że nie idzie dzisiaj do szkoły. Po zjedzeniu śniadania wyszła a ja pobiegłam do swojego pokoju po torbę i szybko wyszłam do szkoły. Dzień w szkole miną mi szybko. Nawet plastiki dały sobie spokój ze sprzeczkami choć myślę że to nie potrwa długo. Cały dzień myślałam o Vicy i jej rodzicach. Po szkole udałam się  szybko do domu i przebrałam się szybko w odpowiedni strój.   

       

Do tego założyłam czarne szpilki. Po wejściu do budynku od razu skierowałam się do biura Jem'a.
Zapukałam i weszłam. Przy biurku siedział mój nowy szef. Gdy mnie zobaczył uśmiechną się i powiedział:
- Witaj piękna. Widzę, że dostosowałaś się do moich zaleceń. - powiedział wyraźnie zadowolony.

- Dzień dobry, mogę się dowiedzieć czym będę się zajmowała?? - zapytałam niepewnie,

- Ależ oczywiście kochana, od dzisiaj będziesz moją osobistą asystentką.

- Czyli będę robiła panu kawę i przynosiła papiery do podpisania?? - zapytałam nieśmiało.

- Po pierwsze, po raz kolejny mówię ci, że dla ciebie kochana nie jestem panem tylko Jem. A po drugie nie będziesz mi robiła kawy, tylko będziesz jeździła ze mną na spotkania z klientami i pomagała podjąć ważne decyzje. - odpowiedział spokojnie, a ja się zdziwiłam, że właśnie mi proponuje coś takiego. Z jednej strony się cieszyłam, że mi ufa a z drugiej bałam się, że zrobię coś źle.

- Cieszę się, że mi ufasz tylko nie wiem czy się do tego nadaję. - odparłam.

- Kochanie, moja mała Alex, ja ci ufam i mam nadzieję, że ty też zaczniesz mi ufać. Twoja praca nie będzie trudna, więc na pewno sobie poradzisz. - uśmiechną się zachęcająco.

- Ja po prostu nie chcę zaszkodzić twojej firmie. Boję się, że zrobię coś źle.

- Niebój się z czasem się nauczysz, na początku będziesz przyglądała się mi jak załatwiam interesy. A z czasem, kto wie, może będziesz sama chodziła na takie spotkania. Mam nadzieję, że naprawdę mogę ci zaufać.

- Możesz mi zaufać. Myślę, że jestem godna zaufania i na pewno będę przykładała się do swojej pracy. Bardzo Ci dziękuję za tą szansę. Na pewno nie zawiodę szefa. - powiedziałam szczęśliwa. Jem uśmiechną się do mnie i wyszedł z biura. Po chwili wrócił i oznajmił mi, że zaraz przedstawi mnie wszystkim pracownikom. Zabrał mnie do sali gdzie było 180 pracowników. Wszyscy patrzyli się na mnie wrogo, czułam się nieswojo. Jem zabrał głos i zaczął mówić:

- Moi drodzy pracownicy, zebraliśmy się tu bo chcę wam przedstawić niezwykłą dziewczynę. Jest ona moją asystentką ale macie się zwracać do niej SZEFOWO!!! - powiedział rozkazująco.

- Tak jest szefie! - odpowiedzieli zgodnym chórem.

- No, a teraz bierzcie się do pracy. A ty chodź za mną, pokażę ci gdzie będziesz pracować. - pociągnął mnie za rękę i zaprowadził do mojego nowego biura.


Byłam mile zaskoczona tym co zobaczyłam. Pokój był dobrym połączeniem żywej zieleni z metalem i szkłem.

- Łał. To jest moje biuro ? - zapytałam, nie wierząc w to co widzę.

- Tak, Twoje biuro jest bezpośrednio połączone z moim. - oznajmił mi.

- Dziękuję, jest naprawdę piękne.

- A więc moja piękna Alex. Za 30 minut mamy spotkanie z przedsiębiorcami z Tokio. Z tego co wyczytałem z twojego CV przyda się twoja znajomość j. japońskiego.

- Tak, dam z siebie wszystko. Czy są jakieś papiery, którymi mam się zająć do tego spotkania ?

- Nie, już wszystko przygotowane. A teraz, proszę, usiądź. Musimy omówić pewne sprawy.

- Dobrze.


ciąg dalszy nastąpi ...




piątek, 24 stycznia 2014

Witamy

Post nie pojawi się dzisiaj z powodu braku czasu. Bardzo przepraszamy  za to i mamy nadzieję, że nie macie tego nam za złe. Kolejny rozdział pojawi się jutro pod wieczór. Życzymy miłego weekendu :)

                                                                                                                  Mela i Caroline

niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdzaił IV

Rano obudziłam się we wspaniałym humorze, choć wracając wspomnieniami do wczorajszego wieczoru, byłam nadal trochę przestraszona przez tajemniczego chłopaka. Zastanawiałam się, co oznaczały jego ostatnie słowa na imprezie. Po prostu nie miałam pojęcia, co miał wtedy na myśli. Ubrałam się i bez śniadania wyszłam z domu, biorąc do ręki moją ulubioną czarną torebkę i chowając do niej moją nowo kupioną czapkę. Ciekawa byłam, co się stanie dziwnego ( jak zwykle w moim życiu bywa ) dzisiejszego dnia.




Dziasiaj idę złożyć podanie do biura, w sprawie pracy. Nie chcę korzystać już z pieniędzy rodziców. Nie mogę być już im dłużna. Zawsze powtarzali mi, ile na mnie muszą wydawać pieniędzy. Tym razem nie dam im tej satysfakcji i sama na siebie zarobię.


Weszłam do wysokiego biurowca w centrum Londynu.

Popatrzałam na zegarek, była godzina 12:25. Weszłam przez szklane, otwierane automatycznie drzwi do środka budynku. Podeszłam do sekretarki na parterze, która skierowała mnie do windy na 11 piętro. Tam miałam udać się korytarzem i skręcić w pierwsze ( i jedyne jak się przekonałam ) drzwi, które prowadziły do gabinetu dyrektora. Kiedy doszłam do drzwi, lekko zapukałam w nie. 


- Proszę wejść. - powiedział zza drzwi męski, zaskakująco młody, znajomy głos.






Weszłam bez skrupułów, nie patrząc przed siebie. Zamknęłam za soba drzwi i wtedy usłyszałam :


-Witaj beautiful Alex. Miło cię znowu widzieć. To ja miałem Cię znaleźć, ale widzę że Ty pierwsza mnie znalazłaś. - w mgnieniu oka podniosłam głowę i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. 


-Co Ty tu robisz? - odpowiedziałam zdziwiona tym kogo zobaczyłam.


-Pracuję jak widać. Jestem tu dyrektorem. To mój biurowiec. A więc, co Cię tu sprowadza
Piękna ? - spytał z widocznym uśmiechem na twarzy.


- Chciałam złożyć tu podanie do pracy, ale w tej chwili nie jestem już pewna mojej wcześniejszej decyzji.


-Oj nie Moja Droga. Na pewno teraz nie zrezygnujesz. Ja Ci na to nie pozwolę. Pokaż mi to swoje podanie. - powiedział tonem rozkazującym.


-Proszę, to moje CV.  - powiedziałam zrezygnowana.


-O no proszę . Widzę, że studiujesz sztukę. Myślę, że to dobry kierunek. Hmmm...... ale nie dla Ciebie. Zmarnujesz się na nim. Czy twój tata to Never Paul ? 


-Tak, a czemu pytasz?


-Z tego co wiem to twój tata jest nieźle nadziany forsą, jak i twoja matka. Więc po co ci praca ? 


-Po prostu mam taki kaprys. - odpowiedziałam trochę podirytowana.


-A więc zatrudniam cię. Jutro zaczynasz od 16:20. - powiedział nie zwlekając dłużej.

- Co, to już ?! Nie ma jakiejś rozmowy kwalifikacyjnej ?


-Normalnie jest, ale ty beautiful nie musisz. - pokazał całą gamę białych zębów w uśmiechu do mnie.

-A na jakim stanowisku będę pracować, żebym wiedziała jak się do tego przygotować.


- Nie musisz się jakoś specjalnie przygotowywać. Masz tylko elegancko się ubrać, ale nie tak jak babcia do kościoła. - wybuchnął śmiechem - Pamiętaj, że masz się u mnie bezpośrednio wstawić w biurze o 16:20 i  nawet nie minutę później. 


-Dobrze Panie Dyrektorze. - odpowiedziałam spokojnie.


-Dla Ciebie kochana jestem Jem. Do zobaczenia jutro piękna.


-Do widzenia.




Nie mogłam uwierzyć w to co się przed chwilą działo. Myślałam, że już go nigdy nie spotkam. Na początku byłam zaskoczona i zdenerwowana, lecz po chwili kiedy już ochłonęłam, zrozumiałam jaką sprawia mi przyjemność rozmowa z nim. W tej chwili miałam tylko jedno : jak najszybciej wrócić do domu. 

Po dość męczącej dla mnie jeździe samochodem dojechałam pod mój garaż. Po wyjściu z auta udałam się prosto do domu.  Gdy przekroczyłam próg zauważyłam, że Merry pogrążyła się z kimś w rozmowie. Tą osobą okazała się Vicy, którą ostani raz widziałam wchodząc do domu Jacksona.  


Kiedy usiadłam na  czerwonej sofie obok mojej przyjaciółki zauważyłam, że ma podkrążone i czerwone od płaczu oczy. Pierwszą moją reakcją było następujące stwierdzenie :


- Chodźmy do mnie do pokoju Vicy, tam porozmawiamy na osobności.


- Dobrze - zgodziła się bez dłuższego namysłu.


Gdy weszłyśmy do pokoju, Vicy opowiedziała mi co się stało tamtego wieczoru. Okazało się, że 20 minut po tym jak weszłyśmy na imprezę, zadzwonił przerażony Greg z wstrząsającą wiadomością. Ich rodzice mieli wypadek w drodze do domu, mama wyszła z tego bez większych obrażeń, lecz ojciec leżał na intensywnej terapii. Po długim zabiegu lekarze postanowili zostawić go w śpiączce, do czasu, aż jego stan się ustabilizuje.  Po paru godzinach płaczu i pocieszania, zasnęła na moim łóżku. Wybiła północ. Do pokoju weszła Merry z gorącą czekoladą dla nas dwóch, kiedy zobaczyła śpiącą  Vicy, zaproponowała mi abym zadzowniła do Grega żeby się nie martwił, bo i tak już ma "dużo na głowie".  Chwilę się zastanowiłam i wysłałam z komórki Vicy smsa do jej brata o tym, że u mnie przenocuje.  Przykryłam moją przyjaciółkę kocem i poczułam się śpiąca po dość ciężkim i szokującym dla mnie dniu. Wnet zapadłam w objęcia Morfeusza.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Dziękujemy za wejścia i baaaaardzo prosimy o komentarze, bo nie wiemy czy jest sens dalej prowadzić tego bloga...

Pozdrowienia Mela i Caroline. 






piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział III

Obudziłam się o 12 dobrze, że jest sobota. Od razu przypomniałam sobie o dzisiejszej imprezie na którą muszę iść razem z Vicy. Zobaczyłam że mam jedną nie odebraną wiadomość na komórce. 'Hej, Alex będziesz na imprezie?? xx Jakson' Od razu odpisałam 'Cześć będę na pewno razem z Vicy xx Alex' Na odpowiedź nie czekałam długo. 'Nie spodziewałem się tego po tobie, ale bardzo się cieszę xx Jakson' Postanowiłam mu nie odpisywać i zeszłam na dół gzie Merry piekła ciasto marchewkowe.
- Dzień dobry kochana jak się spało? - spytała wesoło Merry. Ona jako jedyna mnie rozumie w tym domu. Jest mi bliższa niż rodzice. To ona mnie wychowywała. Rodziców nigdy nie ma.

- Cześć, nawet dobrze a co dziś na śniadanie? - spytałam z nadzieją, że coś dobrego.

- Na obiad chyba chciałaś powiedzieć. Chcesz to Ci usmażę naleśniki.

- Czepiasz się szczegółów. A naleśniki robisz najlepsze, więc poproszę z dżemem malinowym. - odpowiedziałam wesoło. Naleśniki Merry są najlepsze i nawet gdy byłam w Paryżu na wycieczce w najlepszym hotelu nie było takich dobrych.

- Proszę zjedź póki ciepłe. A wybierasz się dzisiaj gdzieś??

- Dziękuję bardzo. Idę dzisiaj na imprezę razem z Vicy do kolegi ze szkoły.

- A o której ma być Vicy?

- Ma być o 16:30 a czemu pytasz - spytałam zdziwiona.

- To szykuj się lepiej bo jest już po 15. - gdy to usłyszałam ruszyłam biegiem do mojego pokoju.

Najpierw poszłam pod prysznic i starannie umyłam moje długie włosy. Gdy skończyłam suszyć włosy usłyszałam dzwonek do drzwi. Po chwili w moim królestwie pojawiła się Vicy.

- Hej, nadal nie mogę uwierzyć, że się na to zgodziłam.

- Obie wiem, że ze mną nie wygrasz. A teraz musimy się już szykować. - powiedziałam ochoczo i zabrałam się do przeszukiwania szafy.

Po godzinie szukania ubrałam piękną sukienkę, którą dostałam od Merry na urodziny.

Vicy natomiast wybrała zestaw, który jej się najbardziej spodobał.



Gdy zobaczyłam zegarek okazało się, że jest już 18:30. A do domu Jacksona było 25 minut drogi. Szybko zabrałyśmy torebki i udałyśmy się do Taxi, którą wcześniej zamówiłyśmy. Na imprezie byłyśmy punktualnie. Drzwi otworzył nam wesoły Jackson.

- Siemanko dziewczyny. Cieszę się, że jesteście.

- Cześć. Miło, że o nas pamiętałeś.

- Ja zawsze pamiętam o takich pięknych dziewczynach. Chodźcie do środka i nie przejmujcie się jak kogoś nie znacie, bo ja nie znam większej połowy tych ludzi. - powiedział brunet, pokazując tłum bawiący się w salonie.

Gdy Jackson gdzieś poszedł, rozejrzałam się po jego pięknym domu. Miał on bardzo duży salon, z którego można było wyjść na ogromny taras, gdzie także bawili się imprezowicze. Na końcu salonu stały stoły z różnego rodzaju jedzeniem i różnym alkoholem, od wina poprzez czystą, aż do drinków. Dopiero teraz zauważyłam że nie ma Vicy. Nie przejęłam się tym może kogoś spotkała w tym tłumie. Zobaczyłam wtedy Lexi, która kleiła się do przystojnego blondyna, który od razu mi się spodobał. Nagle nieznajomy zaczął iść w moją stronę z podejrzanym uśmiechem na twarzy. Zatrzymał się tuż przede mną.

- Cześć maleńka. Co mi się tak przypatrujesz.

- ....- przerażona nic nie odpowiedziałam.

- A gdzie taka laska ma chłopaka?? - zapytał z ciekawością.

- ....

- Ignorujesz mnie?- zapytał wyraźnie zdenerwowany.

-.... - zaczęłam się go bać z każdą minutą coraz bardziej.

- Odpowiedz na moje pytanie!!! - krzyknął.

-J... ja nie mam chłopaka. Przyszłam tu z przyjaciółką.

- Nie można było tak od razu? A teraz, chodź zatańczymy. - odpowiedział pewny siebie.

Gdy z nim tańczyłam zauważyłam, że prawie wszyscy się na nas patrzą. Byłam tym bardzo zdziwiona. Wtedy zauważyłam, jego piękne brązowe oczy przypatrujące się tylko mi. Poczułam się wyjątkowo, nikt jeszcze mnie nie obdarzył takim spojrzeniem. Ta chwila nie trwała długo. Nagle podeszło do nas dwóch wysokich chłopaków. Zabrali tajemniczego chłopaka na bok i przez parę minut rozmawiali. Po pewnym czasie podszedł do mnie.

- Jak masz na imię piękna?! - zapytał pospieszającym tonem.

-Alex - odpowiedziałam nieśmiało.

- Nie martw się wkrótce się spotkamy... 

____________________________________________________________________________________

Przepraszamy serdecznie za to, że nie dodałyśmy ostatnio posta. Prosimy o komentarze, o jakąś motywację dla nas. : > 


piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział II

Rano obudziłam się w złym humorze wiedząc, że w domu są rodzice. Szybko ubrałam się i umyłam mając w myśli jak najszybciej uciec do szkoły. Jeszcze raz spojrzałam na mój pokój.
Na biurku zauważyłam książkę do chemii, więc się po nią wróciłam. Zeszłam na dół na śniadanie, a tam zastała mnie miła niespodzianka. Rodziców nie było w domu. Spojrzałam na zegar wybijała 8:50 - zaraz się spóźnię! Szybko chwyciłam jabłko w dłoń i pobiegłam do szkoły....

Gdy dotarłam do szkoły okazało się ,że nie ma mojej nauczycielki od angielskiego i lekcje zaczynam za godzinę. Przy mojej szafce spotkałam Vicy. Jak zwykle miała na nosie swoje czarne okulary i rozpuszczone blond włosy. Ubrana była w czarne spodnie i swoją ulubioną czerwoną baseball'ówkę.

-Hej, co ty tak wcześnie ? - powiedziała wesoło.

-Cześć, nie wiedziałam że mamy na późniejszą godzinę. - i wtedy zobaczyłam, że w naszą stronę podąża Lexi z jej  świtą, czyli Anną i Megan.

-O wyczuwam plastiki. - i podeszła do nas.

Lexi niczym się nie różniła. Jak zwykle  miała tonę tapety na twarzy. Ta zarozumiała blondynka  miała na sobie obcisłą czarną koszulkę z dużym dekoltem i krótką jeans'ową spódniczkę.
Anna i Megan ( długowłosa brunetka i krótkowłosa blondynka ) były identycznie ubrane jak ich przywódczyni. 

- O witam, Moje Drogie Luzerki. - powiedziała Lexi.

- O witamy, Jaśnie Królową Plastików! - odpowiedziałam z sarkazmem.

- Na pewno zostałyście zaproszone na tę imprezę co urządza Jackson. Oooo, no prawda przecież wy i tak byście nie przyszły. Jesteście na to za sztywne.

- Jakbyś nie wiedziała, wybieramy się na nią. - i w tej chwili przypomniałam sobie sobotni wieczór, kiedy to zadzwonił do mnie Jackson i powiedział, że urządza wielką domówkę.

- Hej patrzcie dziewczyny, wielkie nudziary idą na bibe. - krzyknęła w stronę swoich wielbicielek. A te się zaśmiały. - No to do zobaczenia jutro na imprezce ! Pa.


-Alex, co Ty zrobiłaś ? Przecież ja tam nie mam zamiaru iść! - powiedziała lekko wściekła jak i za razem zaskoczona moją rozmową Vicy.

- Oj tam, oj tam. Nic ci nie będzie. A po za tym ja tam będę.

- Ale ja nie mam się w co ubrać.

- Coś wymyślimy. Impreza jest na 19. Przyjdź do mnie o 16:30.

- No dobra. Jakoś przetrwam. To do jutra. Papatki.

Wszystkie lekcje zleciały mi bardzo szybko. Gdy wróciłam do domu, od razu zjadłam pyszny obiad, który przygotowała Merry - nasza gosposia.

Po obiedzie odrobiłam lekcje i poszłam wziąć prysznic. Później położyłam się na łóżku, sprawdziłam Twitter'a i zaczęłam myśleć jak się jutro ubrać na domówkę. Po tym zasnęłam...



 --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
   Hej od teraz rozdziały będą się pojawiać dwa razy w tygodniu w piątek i niedziele. Jeszcze raz bardzo dziękujemy za pierwszy komentarz i trafne uwagi.

Prosimy bardzo o komentarze.



sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział I

 Dwa miesiące później ...

Mam już dosyć tej szkoły. Lexi uważa się nie wiadomo za kogo i wyżywa się na Vicy z byle powodu.
Szłam korytarzem i zobaczyłam,  jak Lexi gnębi Vicy. Tym razem,  już nie mogłam stać bezczynnie:

- Lexi ! Co Ty znowu odpierdalasz??!!

- A gówno Cię to obchodzi. Lepiej trzymaj nos w swoich sprawach, inaczej zniszczę Cię w tej szkole. - uniosła się i zaśmiała wraz ze swoimi plastikami.

- Nie masz tyle odwagi. Lepiej zostaw Vicy w spokoju i idź przypudrować swój nosek. - odpowiedziałam z drwiną.

- Phiii. Tylko mi zazdrościsz.

- Taką tapętę to ja mam, ale na ścianach w domu. - myślałam, że wybuchnę śmiechem. Ja jej zazdrościć ?! Ciekawe czego?

- Że co ?! Jak śmiesz ? Ty lepiej od dzisiaj uważaj na siebie i na ten twój cięty języczek, bo może Ci się coś przez przypadek stać, Moja Droga.

-Uważaj, bo się Ciebię boję.

-Dziewczyny, chodźmy stąd. - w chwilę poczerwieniała na twarzy i ruszyła ze swoją bandą.

Po tej wymianie zdań, zauważyłam w jakim stanie jest Vicy. Była cała poobijana i blada. Postanowiłam zabrać ją do domu...

Kiedy dotarłyśmy pod dom Vicy, zobaczyłam piękne sportowe auto. Nie mogłam sobie przypomnieć, gdzie je ostatnio widziałam. Gdy weszłyśmy do domu, podbiegł do nas jakiś chłopak.

- Vicy, co Ci sie stało? Nic Ci nie jest? Kto Ci to zrobił? - powiedział przestraszony chłopak.

- Nic mi nie jest. Wszystko dobrze, tylko poobijałam się trochę na w-f. Alex pomogła mi się pozbierać i dotrzeć do domu. - skłamała wiedząc, że tylko pogorszy aktualną sytuację i wykorzystując fakt, że jestem, zmieniła wręcz natychmiastowo temat.

-Ach, miło mi. Jestem Greg. Dziękuję, że się zaopiekowałaś moją siostrą. - powiedział lekko rumieniąc się z zakłopotania i tego, że wcześniej mnie nie zauważył.

- Mi także miło. Nie ma sprawy. Sama na pewno by nie dotarła. Kiedy teraz  jest już bezpieczna,  to ja mogę uciekać. To pa. - w tej chwili skojarzyłam kogo to auto. Samochód był własnością kapitana drużyny football'owej, na którą zawsze się gapiłam przez okno, kiedy mi się nudziło na lekcjach.

- Nie, muszę Ci się jakoś odwdzięczyć. Zostań u Nas na obiedzie. Akurat podgrzałem w mikrofali to co nam mama przygotowała. - nalegał.

- Nie, ja naprawdę dziękuję. Ale muszę iść.

- Zostań, inaczej się obrazimy.

- No dobrze .-rzekłam zrezygnowana i pewna tego, iż nie dałby mi spokoju i wymyślał kolejne argumenty.

Greg okazał się spoko kolesiem. Po obiedzie udałam się do domu, a tam zastałam niemałą niespodziankę. Moi rodzice byli w domu i przeglądali nasz album ze zdjęciami z ostatnich wakacji jednocześnie trzymając laptopa i jakiś arkusz zgłoszeniowy na kolanach .

- Hej, co wy tu robicie ??

- Myślałam, że mieszkamy. - odpowiedziała z sarkazmem mama.

- Ale nie oto mi chodzi. A z resztą sami wiecie co miałam na myśli.- powiedziałam spokojnie.

- A co tam w szkole ?? - spytał tata od niechcenia.

- Dobrze, ja idę do siebie. Dobranoc !! - odparłam lekko podirytowana tym, iż moi rodzice są mną niezainteresowani i jak zwykle skupieni na swojej pracy. I tu się chyba myliłam.


- Słuchaj córeczko, rano chcielibyśmy z Tobą o czymś porozmawiać. - stwierdziła mama, spoglądając na tatę i uśmiechając się w tajemniczy sposób.

- Dobrze, a więc jutro porozmawiamy. Więc, tak jak już wcześniej mówiłam, dobranoc ! - wyszłam prawie biegiem z pokoju dziennego, mając złe przeczucie co do planów tej dwójki.

Poszłam po schodach na górę do swojego pokoju, włączyłam laptopa i sprawdziłam twiettera. Popisałam z przyjaciółmi z Tokio, odprężając się i wyżalając w ten sposób.Po odświeżeniu poszłam spać. Miałam bardzo spokojny, miły sen...



c.d.n.

____________________________________________________________________________________

Nowa postać :

Greg Deve - 20 lat

Kapitan szkolnej drużyny football'owej. Jest bratem Vicy. Aktualnie nie ma dziewczyny. Nie lubi Lexi, która jest w nim zakochana.





Dziękujemy za wejścia. Bardzo prosimy o komentarze :-)

środa, 1 stycznia 2014

Prolog

Niedawno wprowadziłam się do nowego domu. Moich rodziców jak zwykle nie ma. Ostatnio mieliśmy sprzeczki o nową szkołę i moją przyszłość. Kiedy przyszło co do czego - wyszło na moje...

Pierwszy dzień w nowej szkole, okazał się totalną porażką. Co prawda przyszłam do szkoły pod koniec pierwszego semestru, lecz to nie wiele tłumaczy tego jak inni byli nastawieni do mnie. Kiedy przemierzałam klasę w stronę mojej ławki, wszyscy gapili się na mnie niemile i z niesmakiem, a już szczególnie po tym jak nauczyciel powiedział skąd przyjechałam i kim są moi rodzice. Najbardziej wkurzał mnie kąt w którym siedziała Lexi z swoją paczką plastików. Kiedy usiadłam w mojej ławce przy oknie ,miałam świetny widok na pobliską Akademie Sportową. W szkole poznałam jedną sympatyczną dziewczynę, która tak jak ja nie może się tu odnaleźć. Jest w tej samej klasie co ja i gnębi ją Lexi...


 --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nowa postać :

Vicy Deve  - 18 lat

Dziewczyna którą Alex poznaje w szkole. Ma starszego brata Grega w Akademii Sportowej. Nienawidzi Lexi i jej paczki.