sobota, 8 lutego 2014

Rozdział IX

- A więc moi drodzy ! Oto oficjalnie przedstawiam wam moją nową dziewczynę. Ma na imię Alex. Wie o wszystkim czym się zajmujemy. Bardzo ją kocham. Jak wiecie, nasze życie jest bardzo często narażane. Dlatego chciałbym, abyście chronili waszą nową szefową, z najwyższym zaangażowaniem ! Tego od was oczekuję !  - powiedział w kierunku swojego gangu.


- Po co mamy narażać życie na takie coś?! - krzyknął Christopher.

- Zamknij się wreszcie ! - krzyknął Jem.


- Ooo, jeżeli cukiereczek ma być bezpieczny to ja proponuję żeby nauczyć ją samoobrony. Tak dla bezpieczeństwa. - powiedział ze słodką miną brunet.

- Dobry pomysł Jacke. A więc, kto jest chętny, aby szkolić moją ukochaną ? - spytał lider.

-  Ja, ja, ja chcę ! - krzyczał skacząc z ręką uniesioną w górze Jacke. - To był mój pomysł Jem, więc ja chcę  ją szkolić. Proszę, szefie ? - spojrzał na Jem'a maślanymi oczami.


- No dobrze, już dobrze. - uśmiechnął się jednocześnie przeczesując palcami swoje blond włosy. - Alex? 


- Tak ? - odezwałam się,  myśląc o niebieskich migdałach.

- Jutro o 7:00 rozpoczynasz ćwiczenia. - powiedział stanowczym tonem.


- Co? Jutro? Ale jutro przecież muszę być u ciebie w biurze. - przecież tak sobie nie rzucę pracy !


- Beautiful, to polecenie służbowe i masz je wykonać.


- Jeżeli tak, to zjawie się na nich. Tylko gdzie?


- Tu gdzie jesteśmy. Mamy tu specjalne sale do ćwiczeń. Jacke będzie tu na ciebie czekał.

- Ok. 

- Kiedy nauczysz się już podstaw, będziesz miała lekcje ze mną. Jutro oficjalnie wstąpisz do naszego gangu i dostaniesz ksywkę. A teraz odwiozę cię do domu. Gdzie mieszkasz? 

- Na Oxfordzie. 

Jak zwykle odwiózł mnie, aż pod drzwi mojego domu. Kiedy miałam zamiar wysiąść, zauważyłam jak niania przypatruje nam się zza firanek. Odwróciłam się w stronę Jem'a.

- No to cześ....mhmm - zamknął moje usta krótkim, delikatnym pocałunkiem. 

- Cześć piękna. Do jutra. - powiedział z zaborczym uśmieszkiem na twarzy.

Kiedy doszłam do drzwi, odwróciłam się jeszcze raz patrząc w kierunku auta. Jem czekał na to, aż bezpiecznie wejdę do domu. Uśmiechnęłam się i pomachałam wesoło. Bez wahania wbiegłam za próg drzwi. Zamykając je za sobą. Nagle poczułam jak uginają się pode mną nogi. Były jak z waty. Twarz zrobiła mi się jaskrawo czerwona. Osunęłam się po drzwiach na podłogę. Przez chwilę siedziałam zakrywając twarz rękoma. Wtem wparowała niania z miną pełną ciekawości jak i zadowolenia.


- O Jezu Chryste !  Nic ci nie jest kochanie ?! Jaki przystojny ten twój chłopak! Bo to twój chłopak jak mnie mam. Och, gdyby tylko tacy uroczy chłopcy byli w moich czasach... - nagle wpadła w ten swój świat "kiedy byłam piękna i młoda". 

- Tak, to mój chłopak. Wszystko ze mną dobrze. Muszę tylko lekko ochłonąć. - powiedziałam czując jak powracam do normalności.

- A no tak. Ściągnij kurtkę i buty. Tam masz już przyszykowane kapcie. Zamierzam upiec czekoladowe ciasteczka. Pomożesz mi ? Przy okazji poopowiadasz mi trochę o tym przeuroczym dżentelmenie ! - widać było jak ją ciekawość zżera.

- Dobrze. Fajnie czasem tak razem popiec. Od razu przypominają mi się stare czasy, kiedy to byłam mała. - uśmiechnęłam się.

Przez następne 3 godziny piekłam i rozmawiałam z Merry, nie wtajemniczając ją w szczegóły. Kiedy to już poczułam jak zmęczenie bierze nade mną przewagę, stwierdziłam, że idę do swojego pokoju. Spojrzałam na zegarek. Była 1:23 w nocy ! Poszłam szybko pod prysznic wiedząc, że w wannie bym usnęła natychmiastowo. Po umyciu zębów i wyszczotkowaniu włosów poszłam po tomik poezji. Zazwyczaj leżała sobie ona na półce i pokrywała się kurzem, ale po dzisiejszych wydarzeniach nabrałam chęć do poczytania czegoś o miłości. Usiadłam przy oknie i zaczęłam czytać. Z każdą chwilą moje powieki stawały się coraz to cięższe. Nawet nie zauważyłam kiedy to zasnęłam...

Miałam naprawdę przedziwny sen. Biegłam przez ulice Londynu na złamanie karku. Czułam, że ktoś mnie goni. W ręce trzymałam czarny pistolet, lecz bałam się go użyć. Wiedziałam, że jeśli się odwrócę ten ktoś może mnie złapać i porwać, a może i nawet zabić ! Krzyczałam, wołałam pomocy. Ludzie nie zwracali na mnie uwagi. Niektórzy nawet patrzeli na mnie z obrzydzeniem i pogardą. Biegłam dalej, nie zatrzymując się. Wbiegłam w jakąś uliczkę. Okazała się ślepa. Nie było z niej wyjścia. Dobiegłam do murku, wysokiego może na jakieś 3 metry. Wiedziałam. Przestępca zdążył już mnie dogonić. Odwróciłam się, zaczęłam jeszcze głośniej krzyczeć i nagle...


- Alex ! Spokojnie to tylko sen. Jestem tu przy tobie. Nic ci nie będzie. Ciiii... 


To była Merry, która przybiegła mi z pomocą. Pewnie krzyczałam co musiało ją obudzić.  Była 3 w nocy. Płakałam. Mój płacz zaczął powoli przeradzać się w szloch. Serce biło m i jak oszalałe. Snem to ja się raczej nie nacieszyłam. 


- Połóż się dziecinko. Za chwilkę przyniosę ci ciepłego mleka. Po tym będziesz miała same miłe sny. - powiedziała zatroskana niania i poszła nalać mi mleka do szklanki. Kiedy wróciłam poczułam wielką ulgę. Przytuliłam się do niej i w mig zasnęłam. Tym razem śniło mi się, że leżałam na łące pełnej kwiatów, a obok mnie był Jem. Tak to na pewno będzie wspaniały sen...


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Przepraszamy, że wczoraj nie dodałyśmy posta (-_-). Jakoś tak zabrakło nam weny twórczej XD. Ale dzisiaj powróciła jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki - a przynajmniej do mnie (Caroline) , bo z Melą to różnie bywa.... hahaha 

Nom, a więc Nasi Drodzy Czytelnicy ! Życzymy wam wytrwałości w czytaniu naszego opowiadania i cierpliwości do nas. Ciał :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz