niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdzaił IV

Rano obudziłam się we wspaniałym humorze, choć wracając wspomnieniami do wczorajszego wieczoru, byłam nadal trochę przestraszona przez tajemniczego chłopaka. Zastanawiałam się, co oznaczały jego ostatnie słowa na imprezie. Po prostu nie miałam pojęcia, co miał wtedy na myśli. Ubrałam się i bez śniadania wyszłam z domu, biorąc do ręki moją ulubioną czarną torebkę i chowając do niej moją nowo kupioną czapkę. Ciekawa byłam, co się stanie dziwnego ( jak zwykle w moim życiu bywa ) dzisiejszego dnia.




Dziasiaj idę złożyć podanie do biura, w sprawie pracy. Nie chcę korzystać już z pieniędzy rodziców. Nie mogę być już im dłużna. Zawsze powtarzali mi, ile na mnie muszą wydawać pieniędzy. Tym razem nie dam im tej satysfakcji i sama na siebie zarobię.


Weszłam do wysokiego biurowca w centrum Londynu.

Popatrzałam na zegarek, była godzina 12:25. Weszłam przez szklane, otwierane automatycznie drzwi do środka budynku. Podeszłam do sekretarki na parterze, która skierowała mnie do windy na 11 piętro. Tam miałam udać się korytarzem i skręcić w pierwsze ( i jedyne jak się przekonałam ) drzwi, które prowadziły do gabinetu dyrektora. Kiedy doszłam do drzwi, lekko zapukałam w nie. 


- Proszę wejść. - powiedział zza drzwi męski, zaskakująco młody, znajomy głos.






Weszłam bez skrupułów, nie patrząc przed siebie. Zamknęłam za soba drzwi i wtedy usłyszałam :


-Witaj beautiful Alex. Miło cię znowu widzieć. To ja miałem Cię znaleźć, ale widzę że Ty pierwsza mnie znalazłaś. - w mgnieniu oka podniosłam głowę i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. 


-Co Ty tu robisz? - odpowiedziałam zdziwiona tym kogo zobaczyłam.


-Pracuję jak widać. Jestem tu dyrektorem. To mój biurowiec. A więc, co Cię tu sprowadza
Piękna ? - spytał z widocznym uśmiechem na twarzy.


- Chciałam złożyć tu podanie do pracy, ale w tej chwili nie jestem już pewna mojej wcześniejszej decyzji.


-Oj nie Moja Droga. Na pewno teraz nie zrezygnujesz. Ja Ci na to nie pozwolę. Pokaż mi to swoje podanie. - powiedział tonem rozkazującym.


-Proszę, to moje CV.  - powiedziałam zrezygnowana.


-O no proszę . Widzę, że studiujesz sztukę. Myślę, że to dobry kierunek. Hmmm...... ale nie dla Ciebie. Zmarnujesz się na nim. Czy twój tata to Never Paul ? 


-Tak, a czemu pytasz?


-Z tego co wiem to twój tata jest nieźle nadziany forsą, jak i twoja matka. Więc po co ci praca ? 


-Po prostu mam taki kaprys. - odpowiedziałam trochę podirytowana.


-A więc zatrudniam cię. Jutro zaczynasz od 16:20. - powiedział nie zwlekając dłużej.

- Co, to już ?! Nie ma jakiejś rozmowy kwalifikacyjnej ?


-Normalnie jest, ale ty beautiful nie musisz. - pokazał całą gamę białych zębów w uśmiechu do mnie.

-A na jakim stanowisku będę pracować, żebym wiedziała jak się do tego przygotować.


- Nie musisz się jakoś specjalnie przygotowywać. Masz tylko elegancko się ubrać, ale nie tak jak babcia do kościoła. - wybuchnął śmiechem - Pamiętaj, że masz się u mnie bezpośrednio wstawić w biurze o 16:20 i  nawet nie minutę później. 


-Dobrze Panie Dyrektorze. - odpowiedziałam spokojnie.


-Dla Ciebie kochana jestem Jem. Do zobaczenia jutro piękna.


-Do widzenia.




Nie mogłam uwierzyć w to co się przed chwilą działo. Myślałam, że już go nigdy nie spotkam. Na początku byłam zaskoczona i zdenerwowana, lecz po chwili kiedy już ochłonęłam, zrozumiałam jaką sprawia mi przyjemność rozmowa z nim. W tej chwili miałam tylko jedno : jak najszybciej wrócić do domu. 

Po dość męczącej dla mnie jeździe samochodem dojechałam pod mój garaż. Po wyjściu z auta udałam się prosto do domu.  Gdy przekroczyłam próg zauważyłam, że Merry pogrążyła się z kimś w rozmowie. Tą osobą okazała się Vicy, którą ostani raz widziałam wchodząc do domu Jacksona.  


Kiedy usiadłam na  czerwonej sofie obok mojej przyjaciółki zauważyłam, że ma podkrążone i czerwone od płaczu oczy. Pierwszą moją reakcją było następujące stwierdzenie :


- Chodźmy do mnie do pokoju Vicy, tam porozmawiamy na osobności.


- Dobrze - zgodziła się bez dłuższego namysłu.


Gdy weszłyśmy do pokoju, Vicy opowiedziała mi co się stało tamtego wieczoru. Okazało się, że 20 minut po tym jak weszłyśmy na imprezę, zadzwonił przerażony Greg z wstrząsającą wiadomością. Ich rodzice mieli wypadek w drodze do domu, mama wyszła z tego bez większych obrażeń, lecz ojciec leżał na intensywnej terapii. Po długim zabiegu lekarze postanowili zostawić go w śpiączce, do czasu, aż jego stan się ustabilizuje.  Po paru godzinach płaczu i pocieszania, zasnęła na moim łóżku. Wybiła północ. Do pokoju weszła Merry z gorącą czekoladą dla nas dwóch, kiedy zobaczyła śpiącą  Vicy, zaproponowała mi abym zadzowniła do Grega żeby się nie martwił, bo i tak już ma "dużo na głowie".  Chwilę się zastanowiłam i wysłałam z komórki Vicy smsa do jej brata o tym, że u mnie przenocuje.  Przykryłam moją przyjaciółkę kocem i poczułam się śpiąca po dość ciężkim i szokującym dla mnie dniu. Wnet zapadłam w objęcia Morfeusza.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Dziękujemy za wejścia i baaaaardzo prosimy o komentarze, bo nie wiemy czy jest sens dalej prowadzić tego bloga...

Pozdrowienia Mela i Caroline. 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz