- A więc moi drodzy ! Oto oficjalnie przedstawiam wam moją nową dziewczynę. Ma na imię Alex. Wie o wszystkim czym się zajmujemy. Bardzo ją kocham. Jak wiecie, nasze życie jest bardzo często narażane. Dlatego chciałbym, abyście chronili waszą nową szefową, z najwyższym zaangażowaniem ! Tego od was oczekuję ! - powiedział w kierunku swojego gangu.
- Po co mamy narażać życie na takie coś?! - krzyknął Christopher.
- Zamknij się wreszcie ! - krzyknął Jem.
- Ooo, jeżeli cukiereczek ma być bezpieczny to ja proponuję żeby nauczyć ją samoobrony. Tak dla bezpieczeństwa. - powiedział ze słodką miną brunet.
- Dobry pomysł Jacke. A więc, kto jest chętny, aby szkolić moją ukochaną ? - spytał lider.
- Ja, ja, ja chcę ! - krzyczał skacząc z ręką uniesioną w górze Jacke. - To był mój pomysł Jem, więc ja chcę ją szkolić. Proszę, szefie ? - spojrzał na Jem'a maślanymi oczami.
- No dobrze, już dobrze. - uśmiechnął się jednocześnie przeczesując palcami swoje blond włosy. - Alex?
- Tak ? - odezwałam się, myśląc o niebieskich migdałach.
- Jutro o 7:00 rozpoczynasz ćwiczenia. - powiedział stanowczym tonem.
- Co? Jutro? Ale jutro przecież muszę być u ciebie w biurze. - przecież tak sobie nie rzucę pracy !
- Beautiful, to polecenie służbowe i masz je wykonać.
- Jeżeli tak, to zjawie się na nich. Tylko gdzie?
- Tu gdzie jesteśmy. Mamy tu specjalne sale do ćwiczeń. Jacke będzie tu na ciebie czekał.
- Ok.
- Kiedy nauczysz się już podstaw, będziesz miała lekcje ze mną. Jutro oficjalnie wstąpisz do naszego gangu i dostaniesz ksywkę. A teraz odwiozę cię do domu. Gdzie mieszkasz?
- Na Oxfordzie.
Jak zwykle odwiózł mnie, aż pod drzwi mojego domu. Kiedy miałam zamiar wysiąść, zauważyłam jak niania przypatruje nam się zza firanek. Odwróciłam się w stronę Jem'a.
- No to cześ....mhmm - zamknął moje usta krótkim, delikatnym pocałunkiem.
- Cześć piękna. Do jutra. - powiedział z zaborczym uśmieszkiem na twarzy.
Kiedy doszłam do drzwi, odwróciłam się jeszcze raz patrząc w kierunku auta. Jem czekał na to, aż bezpiecznie wejdę do domu. Uśmiechnęłam się i pomachałam wesoło. Bez wahania wbiegłam za próg drzwi. Zamykając je za sobą. Nagle poczułam jak uginają się pode mną nogi. Były jak z waty. Twarz zrobiła mi się jaskrawo czerwona. Osunęłam się po drzwiach na podłogę. Przez chwilę siedziałam zakrywając twarz rękoma. Wtem wparowała niania z miną pełną ciekawości jak i zadowolenia.
- O Jezu Chryste ! Nic ci nie jest kochanie ?! Jaki przystojny ten twój chłopak! Bo to twój chłopak jak mnie mam. Och, gdyby tylko tacy uroczy chłopcy byli w moich czasach... - nagle wpadła w ten swój świat "kiedy byłam piękna i młoda".
- Tak, to mój chłopak. Wszystko ze mną dobrze. Muszę tylko lekko ochłonąć. - powiedziałam czując jak powracam do normalności.
- A no tak. Ściągnij kurtkę i buty. Tam masz już przyszykowane kapcie. Zamierzam upiec czekoladowe ciasteczka. Pomożesz mi ? Przy okazji poopowiadasz mi trochę o tym przeuroczym dżentelmenie ! - widać było jak ją ciekawość zżera.
- Dobrze. Fajnie czasem tak razem popiec. Od razu przypominają mi się stare czasy, kiedy to byłam mała. - uśmiechnęłam się.
Przez następne 3 godziny piekłam i rozmawiałam z Merry, nie wtajemniczając ją w szczegóły. Kiedy to już poczułam jak zmęczenie bierze nade mną przewagę, stwierdziłam, że idę do swojego pokoju. Spojrzałam na zegarek. Była 1:23 w nocy ! Poszłam szybko pod prysznic wiedząc, że w wannie bym usnęła natychmiastowo. Po umyciu zębów i wyszczotkowaniu włosów poszłam po tomik poezji. Zazwyczaj leżała sobie ona na półce i pokrywała się kurzem, ale po dzisiejszych wydarzeniach nabrałam chęć do poczytania czegoś o miłości. Usiadłam przy oknie i zaczęłam czytać. Z każdą chwilą moje powieki stawały się coraz to cięższe. Nawet nie zauważyłam kiedy to zasnęłam...
Miałam naprawdę przedziwny sen. Biegłam przez ulice Londynu na złamanie karku. Czułam, że ktoś mnie goni. W ręce trzymałam czarny pistolet, lecz bałam się go użyć. Wiedziałam, że jeśli się odwrócę ten ktoś może mnie złapać i porwać, a może i nawet zabić ! Krzyczałam, wołałam pomocy. Ludzie nie zwracali na mnie uwagi. Niektórzy nawet patrzeli na mnie z obrzydzeniem i pogardą. Biegłam dalej, nie zatrzymując się. Wbiegłam w jakąś uliczkę. Okazała się ślepa. Nie było z niej wyjścia. Dobiegłam do murku, wysokiego może na jakieś 3 metry. Wiedziałam. Przestępca zdążył już mnie dogonić. Odwróciłam się, zaczęłam jeszcze głośniej krzyczeć i nagle...
- Alex ! Spokojnie to tylko sen. Jestem tu przy tobie. Nic ci nie będzie. Ciiii...
To była Merry, która przybiegła mi z pomocą.
Pewnie krzyczałam co musiało ją obudzić.
Była 3 w nocy. Płakałam. Mój płacz zaczął powoli przeradzać się w szloch. Serce biło m i jak oszalałe. Snem to ja się raczej nie nacieszyłam.
- Połóż się dziecinko. Za chwilkę przyniosę ci ciepłego mleka. Po tym będziesz miała same miłe sny. - powiedziała zatroskana niania i poszła nalać mi mleka do szklanki. Kiedy wróciłam poczułam wielką ulgę. Przytuliłam się do niej i w mig zasnęłam. Tym razem śniło mi się, że leżałam na łące pełnej kwiatów, a obok mnie był Jem. Tak to na pewno będzie wspaniały sen...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszamy, że wczoraj nie dodałyśmy posta (-_-). Jakoś tak zabrakło nam weny twórczej XD. Ale dzisiaj powróciła jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki - a przynajmniej do mnie (Caroline) , bo z Melą to różnie bywa.... hahaha
Nom, a więc Nasi Drodzy Czytelnicy ! Życzymy wam wytrwałości w czytaniu naszego opowiadania i cierpliwości do nas. Ciał :*
Gangsterska miłość !
sobota, 8 lutego 2014
środa, 5 lutego 2014
Rozdział VIII
- Ja.... - zamurowało mnie. Miałam mętlik w głowie - Ja nie wiem co mam odpowiedzieć.
- Dla mnie wystarczy tylko jedno twoje zdanie : "Ja ciebie też kocham ". - podniósł wzrok na mnie.
- Ech... To trudne ....Nie wiem co o tym myśleć. Ponieważ byłam pewna, że nic do mnie nie czujesz. - powiedziałam powoli ściszając głos.
- Rozumiem. - odpowiedział z westchnieniem. - Och, to takie skomplikowane. Jeszcze nic takiego nie czułem w stosunku do drugiej osoby.
- No bo wiesz ....... też się w tobie zakochałam. Po prostu nie wiem jak mam to opisać... - uśmiechnęłam się znacząco.
- Od kiedy ? - spytał zdziwiony.
- Od czasu tej imprezy u Jacksona. Na początku trochę mnie przerażałeś, nie mogłam zrozumieć twoich intencji do mnie, lecz kiedy poprosiłeś mnie do tańca, poczułam się zadziwiająco wyjątkowo.- powiedziałam na jednym tchu to co mi leżało na duszy.
- Naprawdę ? Nie mogę uwierzyć w własne szczęście, beautiful. Ale jestem szczęśliwy ! Teraz już jestem pewny, że mogę mówić ci wszystko. - po powiedzeniu tego nagle wziął mnie na ręce i zaczął obracać wokół swojej osi.
- Aaaaaa.... Co ty robisz, za chwilę się wywrócimy! - wrzasnęłam z zachwytu.
- Już, już. A teraz zgodnie z planem, idziemy na spotkanie z moimi przyjaciółmi kochana. - powiedział odstawiając mnie na pewny grunt pod nogami.
Po naszej rozmowie, czułam się lekko zakłopotana moimi słowami. Jak zwykle Jem szarmancko otworzył mi drzwi do swojego Jeep'a . Po przejechaniu drogi, ciągle miałam w myślach kłębiące się pytania takie jak: "Czy jego przyjaciele będą mili? ", " Zaakceptują mnie czy nie? " lub "Czy wśród nich będzie jakaś dziewczyna oprócz mnie? ". Pytania te nie dawały mi spokoju.
Dojechaliśmy na miejsce. Ku mojemu zdziwieniu, przywitało nas tylko 7 osób.
- Dzień dobry szefie! - powitali Jem'a zgodnym chórem.
- Cześć Jem - odezwała się dwójka, tych stojących z przodu.
- O siema!. Dzień dobry przyjaciele! - odezwał się w kierunku pozostałej piątki.
- To są Jake i Christopher. Moi najlepsi przyjaciele. Są dla mnie jak bracia. - powiedział Jem do mnie.
- O witaj cukiereczku ! - powiedział drobniejszy z postury, chłopak o zielonych oczach.
- Kogo znów ze sobą przyprowadziłeś J. ? - powiedział z pogardą drugi, bardziej umięśniony.
- Nie "kogo", tylko Alex. Moją ukochaną. - uśmiechnął się z wyrazem dumy na twarzy.
- Taaa... Pewnie znów "twoją ukochaną", na tym razem niech zgadnę ......hmmmm .....
20 minut ?! - krzyknął prosto w twarz Jem'owi wyższy chłopak, prawdopodobnie Christopher.
- Że co ?! Tym razem jest inaczej. Alex różni się od innych. A po drugie przestań w tej chwili!
- Pff, bo co mi zrobisz? Obrazisz się na mnie ? - powiedział z ironią chłopak.
- To jest rozkaz od twojego lidera! - krzyknął po raz kolejny Jem.
- Niech ci będzie. Ale żeby nie było znowu " A nie mówi..... - nagle przerwał mu Jacke.
- Ojj, jakaś ty przesłodka ! Jak długo się znacie? Jak przekonałaś do siebie tego gbura ? Czy my się przypadkiem nie znamy ? - zaczął zasypywać mnie lawiną pytań figlarny chłopak.
- To nie zależało ode mnie. Tak jakoś się stało, niedawno. Też mi się zdaje, że już się kiedyś spotkaliśmy. - powiedziałam, powoli przypatrując się reakcji mojego ukochanego, która nie wróżyła nic dobrego.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I oto nasz kolejny post do " Gangsterskiej miłości". Jak Wam się podoba ? Jak myślicie jak potoczy dalej się historia?
Pozdrowienia od Caroline i ciągle myślącej o niebieskich migdałach Meli. Ciał :*
- Dla mnie wystarczy tylko jedno twoje zdanie : "Ja ciebie też kocham ". - podniósł wzrok na mnie.
- Ech... To trudne ....Nie wiem co o tym myśleć. Ponieważ byłam pewna, że nic do mnie nie czujesz. - powiedziałam powoli ściszając głos.
- Rozumiem. - odpowiedział z westchnieniem. - Och, to takie skomplikowane. Jeszcze nic takiego nie czułem w stosunku do drugiej osoby.
- No bo wiesz ....... też się w tobie zakochałam. Po prostu nie wiem jak mam to opisać... - uśmiechnęłam się znacząco.
- Od kiedy ? - spytał zdziwiony.
- Od czasu tej imprezy u Jacksona. Na początku trochę mnie przerażałeś, nie mogłam zrozumieć twoich intencji do mnie, lecz kiedy poprosiłeś mnie do tańca, poczułam się zadziwiająco wyjątkowo.- powiedziałam na jednym tchu to co mi leżało na duszy.
- Naprawdę ? Nie mogę uwierzyć w własne szczęście, beautiful. Ale jestem szczęśliwy ! Teraz już jestem pewny, że mogę mówić ci wszystko. - po powiedzeniu tego nagle wziął mnie na ręce i zaczął obracać wokół swojej osi.
- Aaaaaa.... Co ty robisz, za chwilę się wywrócimy! - wrzasnęłam z zachwytu.
- Już, już. A teraz zgodnie z planem, idziemy na spotkanie z moimi przyjaciółmi kochana. - powiedział odstawiając mnie na pewny grunt pod nogami.
Po naszej rozmowie, czułam się lekko zakłopotana moimi słowami. Jak zwykle Jem szarmancko otworzył mi drzwi do swojego Jeep'a . Po przejechaniu drogi, ciągle miałam w myślach kłębiące się pytania takie jak: "Czy jego przyjaciele będą mili? ", " Zaakceptują mnie czy nie? " lub "Czy wśród nich będzie jakaś dziewczyna oprócz mnie? ". Pytania te nie dawały mi spokoju.
Dojechaliśmy na miejsce. Ku mojemu zdziwieniu, przywitało nas tylko 7 osób.
- Dzień dobry szefie! - powitali Jem'a zgodnym chórem.
- Cześć Jem - odezwała się dwójka, tych stojących z przodu.
- O siema!. Dzień dobry przyjaciele! - odezwał się w kierunku pozostałej piątki.
- To są Jake i Christopher. Moi najlepsi przyjaciele. Są dla mnie jak bracia. - powiedział Jem do mnie.
- O witaj cukiereczku ! - powiedział drobniejszy z postury, chłopak o zielonych oczach.
- Kogo znów ze sobą przyprowadziłeś J. ? - powiedział z pogardą drugi, bardziej umięśniony.
- Nie "kogo", tylko Alex. Moją ukochaną. - uśmiechnął się z wyrazem dumy na twarzy.
- Taaa... Pewnie znów "twoją ukochaną", na tym razem niech zgadnę ......hmmmm .....
20 minut ?! - krzyknął prosto w twarz Jem'owi wyższy chłopak, prawdopodobnie Christopher.
- Że co ?! Tym razem jest inaczej. Alex różni się od innych. A po drugie przestań w tej chwili!
- Pff, bo co mi zrobisz? Obrazisz się na mnie ? - powiedział z ironią chłopak.
- To jest rozkaz od twojego lidera! - krzyknął po raz kolejny Jem.
- Niech ci będzie. Ale żeby nie było znowu " A nie mówi..... - nagle przerwał mu Jacke.
- Ojj, jakaś ty przesłodka ! Jak długo się znacie? Jak przekonałaś do siebie tego gbura ? Czy my się przypadkiem nie znamy ? - zaczął zasypywać mnie lawiną pytań figlarny chłopak.
- To nie zależało ode mnie. Tak jakoś się stało, niedawno. Też mi się zdaje, że już się kiedyś spotkaliśmy. - powiedziałam, powoli przypatrując się reakcji mojego ukochanego, która nie wróżyła nic dobrego.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I oto nasz kolejny post do " Gangsterskiej miłości". Jak Wam się podoba ? Jak myślicie jak potoczy dalej się historia?
Pozdrowienia od Caroline i ciągle myślącej o niebieskich migdałach Meli. Ciał :*
poniedziałek, 3 lutego 2014
UWAGA
Zapraszamy serdecznie na naszego drugiego bloga. Wszystkiego dowiecie się po tym adresem : http://szybkajazdamc.blogspot.com/. Nowy post pojawi się w środę.
Mela i Caroline :)
Mela i Caroline :)
piątek, 31 stycznia 2014
Rozdział VII
Rano wstałam i spojrzałam na zegarek. Zauwarzyłam, że zaspałam. Zdarzyło mi się to kolejny raz z rzędu. Szybko ubrałam się w przygotowane wczoraj ubrania i uczesałam się w kłosa.
Miałam dzisiaj na sobie swój ulubiony sweterek w paski, który dostałam od przyjaciółki z Tokio, która miała niebawem mnie odwiedzić. Zeszłam na dół i natychmiast wybiegłam do szkoły. Zdążyłam na drugą lekcję.
Lekcje mineły szybko, zdziwiło mnie jednak, że dzisiaj znowu nie widziałam plastików. Po powrocie do domu szybko się przebrałam w czarną sukienkę i poszłam do garażu.
Cieszyłam się, że jednak skusiłam się na stołówkowe jedzenie, bo teraz napewno niezdążyłam nic zjeść. Wsiadłam do samochodu i pojechałam prosto do biura. Gdy weszłam do biurowca, wszyscy się na mnie dziwnie patrzeli. Na pewno to przez to, że Jem traktuje mnie lepiej niż innych. Skierowałam się od razu do biura szefa. Zapukałam i weszłam. Jem jak zwykle siedział przy biurku i się uśmiechał.
- Witaj słoneczko, mówiłem, że ty nie musisz pukać. Masz czuć się jak u siebie.
- Cześć, dobrze będę pamiętła. Czym mam się dzisiaj zająć?
- Tak jak wczoraj mówiłem, idziemy na spotkanie. Nie jest to spotkanie służbowe. Spotkamy się z mojmi przyjaciółmi. Wyglądasz dzisiaj pięknie. - skomentował mój dzisiejsz strój.
- Dziękuję. Mam się przygotować jakoś do tego spotkania.
- Nie, to spotkanie nie jest związane z pracą. Mam pytanie, mogę Ci zaufać i wyjawić mój sekret? - zdziwiłam się, nie wiedziałam czego mam się spodziewać.
- Myślę, że możesz, jestem godną zaufania osobą.
- Nie jestem tym kim myślisz.
- .....
- To biuro to tylko moja przykrywka przed prawdziwym powołaniem.
- To kim ty jesteś?? - spytałam nieśmiało.
- Jestem liderem gangu. - gdy to usłyszałam nie mogłam w to uwierzyć. Człowiek, któremu ufam jest gangsterem. - Przepraszam kochanie, że Ci prędzej nie powiedziałem, ale musiałem Ci naprawdę zaufać. Czy mój sekret jest u Ciebie bezpieczny?
- Zaskoczyłeś mnie, ale nikomu nic nie powiem. - powiedziałam cicho. Zaczęłam się go bać, nie wiedziałam do czego jest zdolny.
- Mała, niebój się mnie. Nie mógłbym Ci nic zrobić. Jesteś dla mnie zbyt ważna.
- A ci przyjaciele, z którymi mamy się dziś spotkać są z tobą w gangu?
- Tak, ale nie musisz się ich bać są nie groźni. Wszyscy działają na moje zlecenie. Powiedz, że się mnie nie boisz, proszę.
- Nie boję się, ale nie wiem co mam o ty myśleć. Dlaczego właśnie mi o tym powiedziałeś, czemu mnie wybrałeś na pomoc w firmie.
- Bo wiem, że jesteś wyjątkowa i zdolna. Mogę zostawić firmę i spokojnie zająć się gangiem, a wiem, że jak tu jesteś to wszystko będzie dobrze.
- Dziękuję, że zaufałeś mi, choć prawie w ogóle mnie nie znałeś.
- Chciałbym przy okazji powiedzieć ci, że..... Kocham cię! Zakochałem się w tobie od tej imprezy u Jacksona, kiedy to zobaczyłem cię zabłąkaną wśród tych idiotów, niczym owieczka wśród stada baranów. Przez to ufam tobie bez umiaru! Nie mogłem tego dłużej ukrywać. Chciałbym abyś zaakceptowała moje uczucia do ciebie i je odzwzajemniła.
- Ja...
____________________________c.d.n._____________________________________________________
I jak wam się podoba nowy rozdział?
Jak myślicie co odpowie Alex?
Następny rozdział pojawi się jakoś w tygodniu. Mamy aktualnie ferie i zamierzamy wykorzystać je na dopracowanie bloga.
Pozdrowienia Mela i Caroline :)
Miałam dzisiaj na sobie swój ulubiony sweterek w paski, który dostałam od przyjaciółki z Tokio, która miała niebawem mnie odwiedzić. Zeszłam na dół i natychmiast wybiegłam do szkoły. Zdążyłam na drugą lekcję.
Lekcje mineły szybko, zdziwiło mnie jednak, że dzisiaj znowu nie widziałam plastików. Po powrocie do domu szybko się przebrałam w czarną sukienkę i poszłam do garażu.
Cieszyłam się, że jednak skusiłam się na stołówkowe jedzenie, bo teraz napewno niezdążyłam nic zjeść. Wsiadłam do samochodu i pojechałam prosto do biura. Gdy weszłam do biurowca, wszyscy się na mnie dziwnie patrzeli. Na pewno to przez to, że Jem traktuje mnie lepiej niż innych. Skierowałam się od razu do biura szefa. Zapukałam i weszłam. Jem jak zwykle siedział przy biurku i się uśmiechał.
- Witaj słoneczko, mówiłem, że ty nie musisz pukać. Masz czuć się jak u siebie.
- Cześć, dobrze będę pamiętła. Czym mam się dzisiaj zająć?
- Tak jak wczoraj mówiłem, idziemy na spotkanie. Nie jest to spotkanie służbowe. Spotkamy się z mojmi przyjaciółmi. Wyglądasz dzisiaj pięknie. - skomentował mój dzisiejsz strój.
- Dziękuję. Mam się przygotować jakoś do tego spotkania.
- Nie, to spotkanie nie jest związane z pracą. Mam pytanie, mogę Ci zaufać i wyjawić mój sekret? - zdziwiłam się, nie wiedziałam czego mam się spodziewać.
- Myślę, że możesz, jestem godną zaufania osobą.
- Nie jestem tym kim myślisz.
- .....
- To biuro to tylko moja przykrywka przed prawdziwym powołaniem.
- To kim ty jesteś?? - spytałam nieśmiało.
- Jestem liderem gangu. - gdy to usłyszałam nie mogłam w to uwierzyć. Człowiek, któremu ufam jest gangsterem. - Przepraszam kochanie, że Ci prędzej nie powiedziałem, ale musiałem Ci naprawdę zaufać. Czy mój sekret jest u Ciebie bezpieczny?
- Zaskoczyłeś mnie, ale nikomu nic nie powiem. - powiedziałam cicho. Zaczęłam się go bać, nie wiedziałam do czego jest zdolny.
- Mała, niebój się mnie. Nie mógłbym Ci nic zrobić. Jesteś dla mnie zbyt ważna.
- A ci przyjaciele, z którymi mamy się dziś spotkać są z tobą w gangu?
- Tak, ale nie musisz się ich bać są nie groźni. Wszyscy działają na moje zlecenie. Powiedz, że się mnie nie boisz, proszę.
- Nie boję się, ale nie wiem co mam o ty myśleć. Dlaczego właśnie mi o tym powiedziałeś, czemu mnie wybrałeś na pomoc w firmie.
- Bo wiem, że jesteś wyjątkowa i zdolna. Mogę zostawić firmę i spokojnie zająć się gangiem, a wiem, że jak tu jesteś to wszystko będzie dobrze.
- Dziękuję, że zaufałeś mi, choć prawie w ogóle mnie nie znałeś.
- Chciałbym przy okazji powiedzieć ci, że..... Kocham cię! Zakochałem się w tobie od tej imprezy u Jacksona, kiedy to zobaczyłem cię zabłąkaną wśród tych idiotów, niczym owieczka wśród stada baranów. Przez to ufam tobie bez umiaru! Nie mogłem tego dłużej ukrywać. Chciałbym abyś zaakceptowała moje uczucia do ciebie i je odzwzajemniła.
- Ja...
____________________________c.d.n._____________________________________________________
I jak wam się podoba nowy rozdział?
Jak myślicie co odpowie Alex?
Następny rozdział pojawi się jakoś w tygodniu. Mamy aktualnie ferie i zamierzamy wykorzystać je na dopracowanie bloga.
Pozdrowienia Mela i Caroline :)
niedziela, 26 stycznia 2014
Rozdział VI
Przez te 30 minut uzgodniliśmy, co będziemy robić przez cały następny tydzień. Powiedział mi m.in to, iż jutro mam przyjść ubrana w małą czarną, bo będziemy mieli bardzo ważne spotkanie ( poza granicami korporacji ). Nim się spostrzegłam, nadszedł czas spotkania z przedsiębiorcami z Japonii. Okazało się, że jednym z siedzących tam dyrektorów był ojciec mojej przyjaciółki Naomi.
Na początku chyba mnie nie poznał, lecz po chwili zorientował się że to ja.
- Ohayo Alex. - uśmiechnął się z zmarszczkami w kącikach oczu.
- Ohayo Ojou-san. - odpowiedziałam zadowolona z spotkania z starym znajomym. - Co tam słychać u Naomi i pana żony ?
- A wszystko dobrze. Naomi aktualnie studiuje anglistykę. Ma zamiar wyjechać i w następnym miesiącu odwiedzić cię.
- Tak ? Naprawdę ?! Nie mogę się doczekać, aż ....
- Ekhem, przepraszam, że przerywam ale czy możemy już dojść do części z naszymi interesami - wtrącił mi się w słowo Jem.
- Ależ oczywiście.
- Dziękuję, więc jaką nam Pan oferuje wstępną cenę ?
- Czy możemy porozmawiać w cztery oczy ? - zapytał ojciec mojej przyjaciółki.
- Myślę, że niema takiej potrzeby wśród nas są same zaufane osoby.
Jem zaczął negocjacje z tymi ludźmi. Uważam, że poszło nam dobrze. Chłopak był wyraźnie zadowolony. Po konferencji podszedł do mnie ojciec Naomi i poprosił o krótkie spotkanie. Szef zgodził się, żebym wyszła na pół godziny. Po wyjściu z budynku, udaliśmy się do pobliskiej kawiarni. Zamówiłam duże latte i kawałek sernika, natomiast mój towarzysz tylko czarną kawę. Nagle zaczął mówić:
- Co tak właściwie robisz w tej firmie? Pracujesz tam? - spytał.
- Od niedawna zaczęłam tam pracować, jestem asystentką. A czemu pytasz? - zapytałam spokojnym głosem.
- A twoi rodzice wiedzą o tym? - zapytał ignorując moje wcześniejsze pytanie.
- Jeszcze nie, po co chcesz to wszystko wiedzieć? - zaczęłam się wściekać, czułam się jak na przesłuchaniu.
- Myślę, że nie będą zadowoleni jak się o tym dowiedzą. Powinnaś jak najszybciej rzucić tą pracę i trzymać się od niego z daleka.
- Ja dobrze wiem co jest dla mnie dobre i na pewno nie jest to rzucenie pracy.
- Ten człowiek nie jest dobry, on nie mówi Ci wszystkiego o sobie. - powiedział już łagodniejszym tonem.
- A dlaczego, miałby mówić mi o sobie, skoro jest moim szefem. - zaciekawiło mnie dlaczego tak uważa.
- Znam go już od dawna, robimy razem interesy od dwóch lat i jeszcze nigdy, nikomu nie pozwolił wejść do gabinetu, podczas naszej rozmowy. Musicie znać się od dawna. - zdziwiłam się, że byłam pierwszą osobą, którą zabrał na spotkanie.
- Nie znamy się długo, ale wiem, że mogę mu zaufać. - odpowiedziałam pewna siebie .
- Twój ojciec to mój najlepszy przyjaciel, wiem o waszych złych relacjach, ale muszę mu o tym powiedzieć. Przykro mi.
- Proszę niemów mu tego. Wiesz do czego jest on zdolny. W każdej chwili może mnie przenieść do szkoły prawniczej z internatem lub zamknąć na klucz w domu.
- Masz tydzień, żeby mu powiedzieć albo rzucić pracę. Inaczej ja to zrobię, a na pewno tego nie chcesz.
- Nie zrobi mi pan tego. A po drugie co Panu ta moja decyzja szkodzi ? Poza tym podszkolę się trochę w prowadzeniu interesów. Więc proszę mu tego nie mówić.
- No dobrze. Ale robię to ze względu na to, że jesteś najlepszą przyjaciółką mojej córki. Tylko pamiętaj, że w następnym miesiącu kiedy Naomi przyjedzie do ciebie masz się z nim nie zadawać i nawet nie chodzić do pracy.
- Zgadzam się na to, a teraz przepraszam, ale muszę już iść.
- Mam nadzieję, że zmądrzejesz i odejdziesz z tej pracy. Do zobaczenia Alex. Sayonara.
- Sayonara Ojou-san.
Po wyczerpującej rozmowie wróciłam do biura, gdzie nikogo już nie było. Spojrzałam na zegarek i dopiero zauważyłam, że byłam spóźniona o pół godziny. Na czerwonej kanapie siedział tylko Jem. Z daleka można było zauważyć, że jest zamyślony. Podeszłam do niego i powiedziałam:
- Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale rozmowa się przeciągnęła.
-Nic się niestało. Znam tego człowieka i zapewne mówił Ci coś złego o mnie. - zauważyłam zmartwienie na jego twarzy, był to niecodzienny widok. Wyglądało to tak, jakby martwił się co o nim pomyślę.
- Tak mówił, ale możesz być spokojny, ja mu nie wierzę.
- Cieszę się bardzo, że zaczynasz mi ufać, a teraz choć odwiozę Cię do domu. - powiedział uśmiechnięty.
Odwzajemnimłam uśmech i razem wyszliśmy z budynku. Po zamknięciu drzwi, poszliśmy na parking, gdzie stał jego czarny, terenowy samochód.

Jem jest prawdziwym dżentelmenem, gdy podeszliśmy do samochodu otworzył mi drzwi i pomógł wsiąść. Kiedy mnie zapytał podałam mu bez wachania adres i odjechaliśmy z piskiem opon. W czasie drogi nie rozmawialiśmy ze sobą. Dopiero pod domem odezwałam się pierwsza:
- Dziękuję za podwózkę.
- Nie ma sprawy, zamierzam odwozić Cię do domu częściej, bo wtedy jestem pewny, że jesteś bezpieczna. - zdziwiłam się, że chce, abym była bezpieczna.
- Nie musisz się o mnie martwić. O której mam jutro przyjść? - spytałam.
- Nie muszę, ale chcę. A jutro przyjdź, tak jak dzisiaj. Do jutra śliczna.
- Do jutra.
Po wyjściu z samochodu, szybko pobiegłam do domu. Dom był pusty. Zdziwiło mnie, że niema Merry, ale może gdzieś wyszła, albo jest u siebie. Weszłam do kuchni i zobaczyłam przyszykowane tosty. Obok leżała karteczka na której pisało, że Merry jest u swojej przyjaciółki. Szybko zjadłam kolację i poszłam na górę, kierując się od razu do łazienki. Po wzięciu szybkiego prysznica, udałam się do mojego pokoju. Sprawdziłam twitter'a i zaraz po tym poszłam spać.Ten dzień był naprawdę wyczerpujący.
___________________________________________________________________________________
Cześć. Chcemy podziękować wam za czytanie naszego opowiadania, ale bardzo prosimy o komentarze.
Mela i Caroline
Na początku chyba mnie nie poznał, lecz po chwili zorientował się że to ja.
- Ohayo Alex. - uśmiechnął się z zmarszczkami w kącikach oczu.
- Ohayo Ojou-san. - odpowiedziałam zadowolona z spotkania z starym znajomym. - Co tam słychać u Naomi i pana żony ?
- A wszystko dobrze. Naomi aktualnie studiuje anglistykę. Ma zamiar wyjechać i w następnym miesiącu odwiedzić cię.
- Tak ? Naprawdę ?! Nie mogę się doczekać, aż ....
- Ekhem, przepraszam, że przerywam ale czy możemy już dojść do części z naszymi interesami - wtrącił mi się w słowo Jem.
- Ależ oczywiście.
- Dziękuję, więc jaką nam Pan oferuje wstępną cenę ?
- Czy możemy porozmawiać w cztery oczy ? - zapytał ojciec mojej przyjaciółki.
- Myślę, że niema takiej potrzeby wśród nas są same zaufane osoby.
Jem zaczął negocjacje z tymi ludźmi. Uważam, że poszło nam dobrze. Chłopak był wyraźnie zadowolony. Po konferencji podszedł do mnie ojciec Naomi i poprosił o krótkie spotkanie. Szef zgodził się, żebym wyszła na pół godziny. Po wyjściu z budynku, udaliśmy się do pobliskiej kawiarni. Zamówiłam duże latte i kawałek sernika, natomiast mój towarzysz tylko czarną kawę. Nagle zaczął mówić:
- Co tak właściwie robisz w tej firmie? Pracujesz tam? - spytał.
- Od niedawna zaczęłam tam pracować, jestem asystentką. A czemu pytasz? - zapytałam spokojnym głosem.
- A twoi rodzice wiedzą o tym? - zapytał ignorując moje wcześniejsze pytanie.
- Jeszcze nie, po co chcesz to wszystko wiedzieć? - zaczęłam się wściekać, czułam się jak na przesłuchaniu.
- Myślę, że nie będą zadowoleni jak się o tym dowiedzą. Powinnaś jak najszybciej rzucić tą pracę i trzymać się od niego z daleka.
- Ja dobrze wiem co jest dla mnie dobre i na pewno nie jest to rzucenie pracy.
- Ten człowiek nie jest dobry, on nie mówi Ci wszystkiego o sobie. - powiedział już łagodniejszym tonem.
- A dlaczego, miałby mówić mi o sobie, skoro jest moim szefem. - zaciekawiło mnie dlaczego tak uważa.
- Znam go już od dawna, robimy razem interesy od dwóch lat i jeszcze nigdy, nikomu nie pozwolił wejść do gabinetu, podczas naszej rozmowy. Musicie znać się od dawna. - zdziwiłam się, że byłam pierwszą osobą, którą zabrał na spotkanie.
- Nie znamy się długo, ale wiem, że mogę mu zaufać. - odpowiedziałam pewna siebie .
- Twój ojciec to mój najlepszy przyjaciel, wiem o waszych złych relacjach, ale muszę mu o tym powiedzieć. Przykro mi.
- Proszę niemów mu tego. Wiesz do czego jest on zdolny. W każdej chwili może mnie przenieść do szkoły prawniczej z internatem lub zamknąć na klucz w domu.
- Masz tydzień, żeby mu powiedzieć albo rzucić pracę. Inaczej ja to zrobię, a na pewno tego nie chcesz.
- Nie zrobi mi pan tego. A po drugie co Panu ta moja decyzja szkodzi ? Poza tym podszkolę się trochę w prowadzeniu interesów. Więc proszę mu tego nie mówić.
- No dobrze. Ale robię to ze względu na to, że jesteś najlepszą przyjaciółką mojej córki. Tylko pamiętaj, że w następnym miesiącu kiedy Naomi przyjedzie do ciebie masz się z nim nie zadawać i nawet nie chodzić do pracy.
- Zgadzam się na to, a teraz przepraszam, ale muszę już iść.
- Mam nadzieję, że zmądrzejesz i odejdziesz z tej pracy. Do zobaczenia Alex. Sayonara.
- Sayonara Ojou-san.
Po wyczerpującej rozmowie wróciłam do biura, gdzie nikogo już nie było. Spojrzałam na zegarek i dopiero zauważyłam, że byłam spóźniona o pół godziny. Na czerwonej kanapie siedział tylko Jem. Z daleka można było zauważyć, że jest zamyślony. Podeszłam do niego i powiedziałam:
- Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale rozmowa się przeciągnęła.
-Nic się niestało. Znam tego człowieka i zapewne mówił Ci coś złego o mnie. - zauważyłam zmartwienie na jego twarzy, był to niecodzienny widok. Wyglądało to tak, jakby martwił się co o nim pomyślę.
- Tak mówił, ale możesz być spokojny, ja mu nie wierzę.
- Cieszę się bardzo, że zaczynasz mi ufać, a teraz choć odwiozę Cię do domu. - powiedział uśmiechnięty.
Odwzajemnimłam uśmech i razem wyszliśmy z budynku. Po zamknięciu drzwi, poszliśmy na parking, gdzie stał jego czarny, terenowy samochód.
Jem jest prawdziwym dżentelmenem, gdy podeszliśmy do samochodu otworzył mi drzwi i pomógł wsiąść. Kiedy mnie zapytał podałam mu bez wachania adres i odjechaliśmy z piskiem opon. W czasie drogi nie rozmawialiśmy ze sobą. Dopiero pod domem odezwałam się pierwsza:
- Dziękuję za podwózkę.
- Nie ma sprawy, zamierzam odwozić Cię do domu częściej, bo wtedy jestem pewny, że jesteś bezpieczna. - zdziwiłam się, że chce, abym była bezpieczna.
- Nie musisz się o mnie martwić. O której mam jutro przyjść? - spytałam.
- Nie muszę, ale chcę. A jutro przyjdź, tak jak dzisiaj. Do jutra śliczna.
- Do jutra.
Po wyjściu z samochodu, szybko pobiegłam do domu. Dom był pusty. Zdziwiło mnie, że niema Merry, ale może gdzieś wyszła, albo jest u siebie. Weszłam do kuchni i zobaczyłam przyszykowane tosty. Obok leżała karteczka na której pisało, że Merry jest u swojej przyjaciółki. Szybko zjadłam kolację i poszłam na górę, kierując się od razu do łazienki. Po wzięciu szybkiego prysznica, udałam się do mojego pokoju. Sprawdziłam twitter'a i zaraz po tym poszłam spać.Ten dzień był naprawdę wyczerpujący.
___________________________________________________________________________________
Cześć. Chcemy podziękować wam za czytanie naszego opowiadania, ale bardzo prosimy o komentarze.
Mela i Caroline
sobota, 25 stycznia 2014
Rozdział V
Rano wstałam z bólem pleców, który był spowodowany leżącą na mnie Vicy. Położyłam ją delikatnie na poduszce i poszłam szykować się do łazienki. Po wyjściu wybrałam strój na dziś.

Po ubraniu się, obudziłam Vicy, która nie wiedziała gdzie się znajduje. Gdy moja przyjaciółka się ubrała zeszłyśmy na dół na śniadanie. W kuchni jak zwykle była Merry. Zrobiła nam pyszne omlety, które szybko zniknęły z talerza. Przy śniadaniu Vicy oznajmiła mi, że nie idzie dzisiaj do szkoły. Po zjedzeniu śniadania wyszła a ja pobiegłam do swojego pokoju po torbę i szybko wyszłam do szkoły. Dzień w szkole miną mi szybko. Nawet plastiki dały sobie spokój ze sprzeczkami choć myślę że to nie potrwa długo. Cały dzień myślałam o Vicy i jej rodzicach. Po szkole udałam się szybko do domu i przebrałam się szybko w odpowiedni strój.
Do tego założyłam czarne szpilki. Po wejściu do budynku od razu skierowałam się do biura Jem'a.
Zapukałam i weszłam. Przy biurku siedział mój nowy szef. Gdy mnie zobaczył uśmiechną się i powiedział:
- Witaj piękna. Widzę, że dostosowałaś się do moich zaleceń. - powiedział wyraźnie zadowolony.
- Dzień dobry, mogę się dowiedzieć czym będę się zajmowała?? - zapytałam niepewnie,
- Ależ oczywiście kochana, od dzisiaj będziesz moją osobistą asystentką.
- Czyli będę robiła panu kawę i przynosiła papiery do podpisania?? - zapytałam nieśmiało.
- Po pierwsze, po raz kolejny mówię ci, że dla ciebie kochana nie jestem panem tylko Jem. A po drugie nie będziesz mi robiła kawy, tylko będziesz jeździła ze mną na spotkania z klientami i pomagała podjąć ważne decyzje. - odpowiedział spokojnie, a ja się zdziwiłam, że właśnie mi proponuje coś takiego. Z jednej strony się cieszyłam, że mi ufa a z drugiej bałam się, że zrobię coś źle.
- Cieszę się, że mi ufasz tylko nie wiem czy się do tego nadaję. - odparłam.
- Kochanie, moja mała Alex, ja ci ufam i mam nadzieję, że ty też zaczniesz mi ufać. Twoja praca nie będzie trudna, więc na pewno sobie poradzisz. - uśmiechną się zachęcająco.
- Ja po prostu nie chcę zaszkodzić twojej firmie. Boję się, że zrobię coś źle.
- Niebój się z czasem się nauczysz, na początku będziesz przyglądała się mi jak załatwiam interesy. A z czasem, kto wie, może będziesz sama chodziła na takie spotkania. Mam nadzieję, że naprawdę mogę ci zaufać.
- Możesz mi zaufać. Myślę, że jestem godna zaufania i na pewno będę przykładała się do swojej pracy. Bardzo Ci dziękuję za tą szansę. Na pewno nie zawiodę szefa. - powiedziałam szczęśliwa. Jem uśmiechną się do mnie i wyszedł z biura. Po chwili wrócił i oznajmił mi, że zaraz przedstawi mnie wszystkim pracownikom. Zabrał mnie do sali gdzie było 180 pracowników. Wszyscy patrzyli się na mnie wrogo, czułam się nieswojo. Jem zabrał głos i zaczął mówić:
- Moi drodzy pracownicy, zebraliśmy się tu bo chcę wam przedstawić niezwykłą dziewczynę. Jest ona moją asystentką ale macie się zwracać do niej SZEFOWO!!! - powiedział rozkazująco.
- Tak jest szefie! - odpowiedzieli zgodnym chórem.
- No, a teraz bierzcie się do pracy. A ty chodź za mną, pokażę ci gdzie będziesz pracować. - pociągnął mnie za rękę i zaprowadził do mojego nowego biura.

Byłam mile zaskoczona tym co zobaczyłam. Pokój był dobrym połączeniem żywej zieleni z metalem i szkłem.
- Łał. To jest moje biuro ? - zapytałam, nie wierząc w to co widzę.
- Tak, Twoje biuro jest bezpośrednio połączone z moim. - oznajmił mi.
- Dziękuję, jest naprawdę piękne.
- A więc moja piękna Alex. Za 30 minut mamy spotkanie z przedsiębiorcami z Tokio. Z tego co wyczytałem z twojego CV przyda się twoja znajomość j. japońskiego.
- Tak, dam z siebie wszystko. Czy są jakieś papiery, którymi mam się zająć do tego spotkania ?
- Nie, już wszystko przygotowane. A teraz, proszę, usiądź. Musimy omówić pewne sprawy.
- Dobrze.
Po ubraniu się, obudziłam Vicy, która nie wiedziała gdzie się znajduje. Gdy moja przyjaciółka się ubrała zeszłyśmy na dół na śniadanie. W kuchni jak zwykle była Merry. Zrobiła nam pyszne omlety, które szybko zniknęły z talerza. Przy śniadaniu Vicy oznajmiła mi, że nie idzie dzisiaj do szkoły. Po zjedzeniu śniadania wyszła a ja pobiegłam do swojego pokoju po torbę i szybko wyszłam do szkoły. Dzień w szkole miną mi szybko. Nawet plastiki dały sobie spokój ze sprzeczkami choć myślę że to nie potrwa długo. Cały dzień myślałam o Vicy i jej rodzicach. Po szkole udałam się szybko do domu i przebrałam się szybko w odpowiedni strój.
Do tego założyłam czarne szpilki. Po wejściu do budynku od razu skierowałam się do biura Jem'a.
Zapukałam i weszłam. Przy biurku siedział mój nowy szef. Gdy mnie zobaczył uśmiechną się i powiedział:
- Witaj piękna. Widzę, że dostosowałaś się do moich zaleceń. - powiedział wyraźnie zadowolony.
- Dzień dobry, mogę się dowiedzieć czym będę się zajmowała?? - zapytałam niepewnie,
- Ależ oczywiście kochana, od dzisiaj będziesz moją osobistą asystentką.
- Czyli będę robiła panu kawę i przynosiła papiery do podpisania?? - zapytałam nieśmiało.
- Po pierwsze, po raz kolejny mówię ci, że dla ciebie kochana nie jestem panem tylko Jem. A po drugie nie będziesz mi robiła kawy, tylko będziesz jeździła ze mną na spotkania z klientami i pomagała podjąć ważne decyzje. - odpowiedział spokojnie, a ja się zdziwiłam, że właśnie mi proponuje coś takiego. Z jednej strony się cieszyłam, że mi ufa a z drugiej bałam się, że zrobię coś źle.
- Cieszę się, że mi ufasz tylko nie wiem czy się do tego nadaję. - odparłam.
- Kochanie, moja mała Alex, ja ci ufam i mam nadzieję, że ty też zaczniesz mi ufać. Twoja praca nie będzie trudna, więc na pewno sobie poradzisz. - uśmiechną się zachęcająco.
- Ja po prostu nie chcę zaszkodzić twojej firmie. Boję się, że zrobię coś źle.
- Niebój się z czasem się nauczysz, na początku będziesz przyglądała się mi jak załatwiam interesy. A z czasem, kto wie, może będziesz sama chodziła na takie spotkania. Mam nadzieję, że naprawdę mogę ci zaufać.
- Możesz mi zaufać. Myślę, że jestem godna zaufania i na pewno będę przykładała się do swojej pracy. Bardzo Ci dziękuję za tą szansę. Na pewno nie zawiodę szefa. - powiedziałam szczęśliwa. Jem uśmiechną się do mnie i wyszedł z biura. Po chwili wrócił i oznajmił mi, że zaraz przedstawi mnie wszystkim pracownikom. Zabrał mnie do sali gdzie było 180 pracowników. Wszyscy patrzyli się na mnie wrogo, czułam się nieswojo. Jem zabrał głos i zaczął mówić:
- Moi drodzy pracownicy, zebraliśmy się tu bo chcę wam przedstawić niezwykłą dziewczynę. Jest ona moją asystentką ale macie się zwracać do niej SZEFOWO!!! - powiedział rozkazująco.
- Tak jest szefie! - odpowiedzieli zgodnym chórem.
- No, a teraz bierzcie się do pracy. A ty chodź za mną, pokażę ci gdzie będziesz pracować. - pociągnął mnie za rękę i zaprowadził do mojego nowego biura.
Byłam mile zaskoczona tym co zobaczyłam. Pokój był dobrym połączeniem żywej zieleni z metalem i szkłem.
- Łał. To jest moje biuro ? - zapytałam, nie wierząc w to co widzę.
- Tak, Twoje biuro jest bezpośrednio połączone z moim. - oznajmił mi.
- Dziękuję, jest naprawdę piękne.
- A więc moja piękna Alex. Za 30 minut mamy spotkanie z przedsiębiorcami z Tokio. Z tego co wyczytałem z twojego CV przyda się twoja znajomość j. japońskiego.
- Tak, dam z siebie wszystko. Czy są jakieś papiery, którymi mam się zająć do tego spotkania ?
- Nie, już wszystko przygotowane. A teraz, proszę, usiądź. Musimy omówić pewne sprawy.
- Dobrze.
ciąg dalszy nastąpi ...
piątek, 24 stycznia 2014
Witamy
Post nie pojawi się dzisiaj z powodu braku czasu. Bardzo przepraszamy za to i mamy nadzieję, że nie macie tego nam za złe. Kolejny rozdział pojawi się jutro pod wieczór. Życzymy miłego weekendu :)
Mela i Caroline
Mela i Caroline
Subskrybuj:
Posty (Atom)

